czwartek, 26 czerwca 2014

Anne Bishop - "Pisane szkarłatem"


Meg Corbyn to cassandra sangue, wieszczka krwi: gdy przetnie skórę, pojawiają się wizje.  Odkąd sięga pamięcią, była własnością Kontrolera, mającego władzę nad nią i jej widzeniami, stąd też dar stał się przekleństwem. Młodej kobiecie udaje się uciec z ośrodka, w którym była przetrzymywana. Ostatnią deską ratunku staje się Dziedziniec w Lakeside, gdzie ludzkie prawo nie obowiązuje - to miejsce panowania terra indigena, Innych. Są to zmiennokształtni, którzy żywią się ludzkim mięsem, a wszystkich nienależących do ich gatunku postrzegają jako zwierzynę. Meg postanawia zaryzykować i zgłasza się na stanowisko łącznika z ludźmi. Kobieta znajduje w Dziedzińcu bezpieczeństwo, jednak czy nie jest ono złudne? Zagrożenia z czyjej strony powinna obawiać się bardziej: Kontrolera czy też Innych?

O Anne Bishop słyszałam całą masę pochwał, zarówno w blogosferze, jak i od przyjaciółki, która nie raz i nie dwa próbowała przekonać mnie do tej autorki i jej serii Czarne Kamienie. Tak się jednak złożyło, że nigdy dotąd nie miałam bliższej styczności z twórczością Bishop i właściwie mimo wszechobecnych pozytywnych opinii nie miałam większej ochoty za zapoznanie się z nią. Cieszę się jednak, że „Pisane szkarłatem” trafiło w moje ręce, gdyż w przeciwnym razie ominąłby mnie kawał (i to dosłownie, bo książka jest dość potężna i świetnie nadawałaby się np. na broń) dobrej literatury z nurtu urban fantasy.

Mimo że fabuła zachęcała mnie od samego początku - w zasadzie już cała ta sprawa z jasnowidzeniem za pomocą cięcia skóry mocno mnie zaintrygowała - to wciąż miałam pewne opory wobec tej powieści. Kiedy zabrałam się za czytanie, byłam pewna, że moje przekonania właśnie się sprawdzają: zupełnie nie mogłam wczuć się w fabułę, a narracja wydała mi się nieco dziwna. Po mniej więcej pięćdziesięciu stronach (co naprawdę nie stanowi wiele zważywszy na fakt, że całość ma ich nieco ponad 550) sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni; wydarzenia przedstawiane przez Bishop zaczęły być coraz bardziej wciągające, a ja - coraz bardziej zainteresowana kontynuacją lektury. Nie możecie nawet wyobrazić sobie, jak zadowolona jestem z tego, że po słabym początku nie odłożyłam książki na półkę, jak to tłukło mi się gdzieś w tyle głowy, ponieważ z każdą kolejną stroną „Pisane szkarłatem” staje się coraz lepsze.

Świat wykreowany przez autorkę jest znakomity: oryginalny, brutalny, chwilami dość mroczny. Jestem pełna uznania wobec tego, że Bishop nie skorzystała z utartych schematów, stworzyła swoją własną historię i przede wszystkim nie przedstawiła Innych jako pozornie groźnych, a w rzeczywistości głodnych miłości i zrozumienia. Cóż, może i są głodni, ale jest to głód związany z apetytem na ludzkie mięso, a nie z nadzieją na związek z człowiekiem. Tu nie uświadczymy potulnych zmiennokształtnych, którzy na dobrą sprawę od ludzi różnią się tylko możliwością transformacji w dane zwierzę. Terra indigena ukazani są jako niebezpieczne istoty, które wykorzystają każdą okazję, by pożywić się człowiekiem - i bynajmniej nie zrobią tego delikatnie. Budzą strach i grozę, a gdy czytelnikowi zdarza się o tym zapomnieć, Bishop zgrabnie przypomina, że Inni naprawdę nie są drugimi wampirami ze „Zmierzchu”.

Do gustu niezwykle przypadł mi też wątek Meg i jej jasnowidzenia. Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z takim motywem, czy to w literaturze, czy w filmie, dlatego z niemałym zainteresowaniem śledziłam rozwój sytuacji. Był to właściwie główny powód, dla którego w ogóle sięgnęłam po „Pisane szkarłatem” i nie zawiodłam się. Wątek Meg został satysfakcjonująco rozwinięty i niczego mi w nim nie zabrakło.

Początkowo objętość troszkę odstraszyła mnie od tej pozycji, ale ponieważ uwielbiam fantastykę, ledwo mieszczące się w ręku książki powoli stają się dla mnie chlebem powszednim. Po nieco męczącym początku zakochałam się w „Pisanym szkarłatem” i resztę przeczytałam w błyskawicznym tempie. Mroczny klimat z barwnymi bohaterami i odrobiną humoru sprawiły, że po przeczytaniu ostatniego zdania wciąż miałam ochotę na więcej. Nie mogę doczekać się już spotkania z „Morderstwem wron”, gdyż jestem przekonana, że będzie tak samo dobre, jeśli nie lepsze od poprzedniczki. Pierwszy tom serii czyta się po prostu nieziemsko i grzechem byłoby przejść obok tej powieści obojętnie.

INNI
Pisane szkarłatem | Morderstwo wron 

niedziela, 22 czerwca 2014

Stephanie Perkins - "Anna i pocałunek w Paryżu"


Przed Anną już ostatni rok w liceum w Atlancie, u boku najlepszej przyjaciółki i chłopaka (no... prawie). Wszystkie plany dziewczyny odnośnie nadchodzącego roku szkolnego pękają jak bańka mydlana, gdy dowiaduje się, że ojciec, robiący karierę jako autor łzawych powieści poczytnych wśród kobiet, zapisał ją do szkoły z internatem. I to nie byle gdzie, bo w Paryżu. Wbrew jego oczekiwaniom, Anna bynajmniej nie jest zachwycona - zwłaszcza, że postawiono ją przed faktem dokonanym. Początkowo nastolatka rozpaczliwie chce wracać do domu; nie podoba jej się ani miasto, ani szkoła, a już na pewno nie podoba jej się to, że została rozdzielona z przyjaciółką i swoim prawie-chłopakiem. Nastawienie Anny zaczyna zmieniać się, gdy poznaje Etienne'a St. Claira, w obecności którego jej serce zaczyna bić szybciej. Są jednak pewne przeciwności losu, których nie pokona nawet romantyczny nastrój Paryża.

Jak pewnie dobrze wiecie, najczęściej wybieranym przeze mnie gatunkiem literackim jest fantastyka, którą mogłabym właściwie nieustannie pochłaniać. Moje upodobania czytelnicze zmieniają się nieco, gdy nadchodzą wakacje; wtedy też zdecydowanie chętniej sięgam po lekkie książki traktujące o pierwszej miłości. W tym roku na pierwszy ogień poszła „Anna i pocałunek w Paryżu” Stephanie Perkins i... chcę więcej!

Gdy brałam tę powieść do ręki, nie spodziewałam się po niej niczego szczególnego, w zasadzie byłam niemal pewna, że obejdzie się bez fajerwerków (bądźmy szczerzy, taka okładka nie zwiastuje niczego dobrego). Mimo wszystko postanowiłam dać jej szansę i zanim się spostrzegłam, minęły trzy godziny, a ja z żalem czytałam już ostatnie zdanie. 

Anna to niezwykle sympatyczna bohaterka, której chyba nie sposób nie obdarzyć sympatią, choć przyznam, że zdarzały się momenty, gdy nieco działała mi na nerwy. Jest inteligentna, zabawna, ma cięty język i zachowuje się jak człowiek z krwi i kości. Popełnia błędy, bywa, że zachowuje się strasznie głupio, pod wpływem emocji, ale przez to polubiłam ją jeszcze bardziej. Strasznie denerwuje mnie, gdy postaci są nierzeczywiste, wręcz idealne, a ich charaktery nieskazitelne, bo naprawdę - kto z nas taki jest?

Tym, czego obawiałam się najbardziej, było przesłodzenie i patos. Podeszłam do utworu Stephanie Perkins z niezbitą pewnością, że co dwa zdania będę stykać się z wyznaniami miłosnymi, a lektura w ostatecznym rozrachunku okaże się, delikatnie mówiąc, kiczowata. Wyobraźcie sobie moje zdumienie, gdy okazało się, że obraz „Anny i pocałunku w Paryżu”, który wykształcił się w mojej głowie zupełnie odbiegał od rzeczywistości. Wydaje mi się, że najlepsze słowa, by opisać tę historię, to prawdziwa, zachwycająca i słodka (ale w pozytywnym znaczeniu!). 

Ogromnie spodobał mi się niezwykle widoczny rozwój poszczególnych bohaterów. Nie tylko Anna zmienia się na kartach powieści, pozostałe postaci również przechodzą pewne metamorfozy, a wydarzenia, jakie mają miejsce w ich życiach, nie pozostają bez echa. 

„Anna i pocałunek w Paryżu” to nie tylko książka o pierwszej miłości, ale także o dorastaniu, tęsknocie za domem, zawieraniu nowych przyjaźni i wychodzeniu ze swojej skorupy. Sprawiło to, że utwór spod pióra Perkins jest niesamowicie wiarygodna, przez co silnie przeżywałam pewne wydarzenia. Wszystkiego dopełnia przyjemny styl autorki, dzięki któremu przez powieść po prostu się płynie. 

Nie mogę nie wspomnieć też o fenomenalnym tle, czyli romantycznym Paryżu, tworzącym niepowtarzalny klimat. Momentami czułam się, jakbym niemal wędrowała francuskimi uliczkami u boku Anny i jej przyjaciół, wszystko pod cieniem Wieży Eiffla.

Reasumując, jestem „Anną i pocałunkiem w Paryżu” całkowicie zachwycona! Dawno nie czytałam tak prawdziwej, a zarazem uroczej historii. To zdecydowanie idealna propozycja na lato, ja natomiast koniecznie muszę zaopatrzyć się w egzemplarz „Lola and the boy next door”. Ostrzegam tylko, że lektura może skutkować niekontrolowanymi wybuchami śmiechu, masą emocji i nieokiełznaną chęcią na podróż do Paryża.

Anna i pocałunek w Paryżu | Lola and the boy next door | Isla and happily ever after

czwartek, 19 czerwca 2014

MFB TAG: Moja pierwsza książka


Do zabawy zostałam zaproszona przez Lenalee (Złodziejka książek), a ponieważ tag bardzo mi się spodobał, postanowiłam wziąć udział. Tak więc, zaczynajmy!

Oto jest Kasia
Pierwszą lekturą, którą przeczytałam, była Oto jest Kasia Miry Jaworczakowej i niemal od razu obdarzyłam tę książkę silną niechęcią. Nie podobało mi się w niej absolutnie nic, a główna bohaterka okropnie mnie denerwowała. Chyba nie udało mi się wytrwać do końca w śledzeniu narzekań Kasi na młodszą siostrę, więc jest to równocześnie pierwsza książka, której nie doczytałam (choć bardzo się starałam!).

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Musiało minąć trochę czasu, zanim znalazłam pierwszą książkę, którą pokochałam, czyli pierwszy tom przygód Harry'ego Pottera. Historię młodego czarodzieja znałam już z filmu, który jakiś czas wcześniej pojawił się w kinach, a ponieważ niecierpliwie czekałam na kolejną ekranizację (nie jestem pewna, ale chyba Więźnia Azkabanu), sięgnęłam po książkę... i zakochałam się. Rowling zachwyciła mnie już od pierwszej strony i chyba nigdy wcześniej nie czułam tylu emocji podczas czytania.

Oto jest Kasia
Bez dwóch zdań, to właśnie pierwsza książka, którą znienawidziłam - jedna z najgorszych lektur ever.

 Harry Potter i Książę Półkrwi
Pierwszą książką kupioną za własne pieniądze była szósta część Harry'ego. Pamiętam, że znalazłam ją na wyprzedaży i wróciłam do domu z wielkim uśmiechem na twarzy - nie dość, że pierwszy samodzielny zakup, to już upolowany na promocji. :)

Przykry początek
Moją miłość do Serii Niefortunnych Zdarzeń zapoczątkował dzień, w którym pożyczyłam pierwszą książkę. Pierwszy tom spodobał mi tak bardzo, że dziś mam prawie całą serię na swojej półce. Przygody Wioletki, Klausa i Słoneczka umiliły mi niejeden dzień i wydaje mi się, że przy czytaniu tego właśnie cyklu po raz pierwszy położyłam się spać dużo później, niż zwykle, bo tak bardzo nie chciałam oderwać się od książki. 

Harry Potter i Insygnia Śmierci
Tu nie jestem do końca pewna, ale wydaje mi się, że to właśnie finał przygód Pottera jest pierwszą książką, którą sprzedałam. Jak już wcześniej wspomniałam, absolutnie kocham Harry'ego i nigdy nie sprzedałabym żadnej z części serii autorstwa Rowling, ale tak się trafiło, że miałam dwa egzeplarze tego tomu i jeden z nich sprzedałam.

Ostatnia piosenka
Pamiętam, że kiedy skończyłam czytać Ostatnią piosenkę Sparksa czułam ogromną potrzebę, żeby opowiedzieć komuś, jak świetna jest to powieść. Po streszczeniu fabuły komu tylko się dało, napisałam recenzję, i jest to pierwsza książka, którą zrecenzowałam

 Harry Potter i Zakon Feniksa
Nie płakałam na zbyt wielu książkach i mogłabym je w zasadzie policzyć na palcach jednej ręki, stąd jestem przekonana, że to właśnie Zakon Feniksa jako pierwszy doprowadził mnie do łez. Nieważne, ile razy czytam tę powieść, za każdym razem nie mogę pozostać obojętna na to, co dzieje się na końcu. Nigdy wcześniej nie związałam się tak bardzo z jakimś bohaterem i chyba już nigdy potem tak mocno nie opłakiwałam żadnej literackiej straty.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Doskonale pamiętam tę chwilę, bo pierwsza książka, której ekranizację obejrzałam to zarazem pierwszy raz, kiedy wybrałam się do kina na "poważny" film, a drugi, kiedy w ogóle byłam w kinie. Od tego czasu widziałam tę ekranizację już X razy i wiem, że jeszcze nie raz ją obejrzę.

Seria Niefortunnych Zdarzeń
Miano pierwszej serii, którą przeczytałam przypada właśnie tej autorstwa Lemony'ego Snicketa. Niesamowite, a zarazem smutne losy rodzeństwa Baudelaire'ów towarzyszyły mi dość długi czas i pamiętam, że czułam, iż będzie mi ich brakować. 

Dzieci z Bullerbyn
Pierwsza książka, którą pamiętam z dzieciństwa to właśnie Dzieci z Bullerbyn. Mama zaraziła mnie miłością do twórczości Astrin Lindgren, a w późniejszych latach przeczytałam wiele innych utworów jej autorstwa.

Harry Potter i Insygnia Śmierci
To właśnie ostatni tom serii o Harrym był pierwszą książką, na której wydanie czekałam. Pamiętam jak dziś, jak okrutnie dłużyło mi się czekanie, a gdy powieść ta w końcu trafiła w moje ręce, od razu zabrałam się za lekturę i oderwałam się dopiero, kiedy przeczytałam ostatnie zdanie.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Choć w ciągu swojego życia chciałam przenieść się do wielu książek, to nigdy nie czułam ku temu tak silnej potrzeby, jak w przypadku pierwszej książki, do której świata chciałam się przenieść. Rzeczywistość otaczająca Harry'ego i jego przyjaciół oczarowała mnie tak bardzo, że w głębi serca naprawdę liczyłam, że i do mnie w jedenaste urodziny przyleci sowa z listem z Hogwartu.

Lotta z ulicy Awanturników 
To właśnie Lotta była pierwszą książką, dzięki której pokochałam czytanie. Choć jest to niewielkich rozmiarów książka, to niesforna Lotta tak przypadła mi do serca, że w chwili, gdy poznałam jej przygody, wiedziałam już, że czytanie to zdecydowanie coś, co kocham. 


To byłoby na tyle, mam nadzieję, że Wam również ten tag przypadł do gustu i koniecznie napiszcie, czy któryś z moich "pierwszych razów" z książką pokrywa się z Waszym. :)
A do zabawy zapraszam:
2. Ruczek

niedziela, 15 czerwca 2014

The fault in our stars/Gwiazd naszych wina (2014)


Ekranizacja powieści Johna Greena „Gwiazd naszych wina” była jedną z najbardziej przeze mnie wyczekiwanych premier tego roku. Czekałam na moment, w którym nareszcie będę mogła zobaczyć historię Hazel i Augustusa na wielkim ekranie, z mieszaniną ekscytacji i lęku. Z jakiegoś powodu byłam przekonana, że 1. film absolutnie mnie zachwyci, złamie serce na pół i będzie jedną z najlepszych ekranizacji lub 2. okaże się zupełnym niewypałem, a z kina wyjdę rozczarowana. I jak się okazało, spełniła się pierwsza opcja: „Gwiazd naszych wina” wypadło nawet lepiej, niż mogłam sobie wyobrażać.

Hazel Grace (Shailene Woodley) cierpi na raka tarczycy, przez co całe dni spędza w domu i nie ma kontaktu z rówieśnikami. Za namową rodziców dziewczyna zaczyna chodzić na spotkania grupy wsparcia, gdzie poznaje Augustusa (Ansel Elgort), byłego koszykarza z amputowaną nogą. Przypadkowe spotkanie zamienia się w nietypową znajomość, która z czasem przeradza się w miłość.


Początkowo nie byłam do końca przekonana do obsady aktorskiej, szczególnie głównych bohaterów. Shailene i Ansel gdzieś w tyle mojej głowy pozostawali rodzeństwem z „Niezgodnej”; zresztą Gusa wyobrażałam sobie zupełnie inaczej. Moje obawy były na szczęście bezpodstawne, ponieważ już po pierwszych minutach zostałam „kupiona” i obejrzałam film z przekonaniem, że tak właśnie Hazel i Augustus powinni wyglądać. Aktorzy idealnie wpasowali się w role i nie widzę już nikogo, kto mógłby ich zastąpić.


To, co przede wszystkim mnie oczarowało, to klimat książki odczuwalny podczas oglądania ekranizacji. Podczas niektórych scen czułam się zupełnie tak, jakbym czytała powieść spod pióra Greena. Bardzo miłym akcentem były też niektóre z cytatów wiernie wplecionych w dialogi bohaterów - uwielbiam, gdy w ekranizacjach ma miejsce coś takiego, ponieważ nie dość, że pomaga to lepiej oddać atmosferę pierwowzoru, to mam też wrażenie, że to taki mały ukłon w stronę czytelnika.

Nie zabrakło kilku absurdalnych scen (śpiew prowadzącego spotkania grupy wsparcia - bezcenne), sporej dawki humoru, jak i scen wywołujących ostrzegawcze szczypanie oczu. Nie obyło się bez płaczu z mojej strony i odkąd obejrzałam ten film kilka dni temu, nie mogę przestać o nim myśleć. Żałuję jedynie, że nie przeczytałam jeszcze raz książki przed seansem, ale planuję zrobić to na dniach, a potem pewnie pójdę do kina ponownie (a potem wpadnę w depresję). 

„The fault in our stars” to szalenie udana ekranizacja, którą powinien obejrzeć zarówno każdy wielbiciel powieści, jak i osoby jej nieznające. Zapewniam, że nie pozostaniecie obojętni na historię Hazel i Gusa - cała sala płakała, nawet męska część widowni miała wilgotne oczy. :) Jeżeli szukacie pięknego, zabawnego i wzruszającego filmu o pierwszej miłości, który zostanie w waszej pamięci na długo, jak najbardziej polecam ekranizację „Gwiazd naszych wina”.


piątek, 13 czerwca 2014

Michelle Corasanti - "Drzewo migdałowe"


Palestyna, druga połowa XX wieku. Konflikt żydowsko-palestyński sprawia, że codzienność ludzi wypełniona jest strachem o najbliższych i niepewnością o każdy kolejny dzień. Dwunaste urodziny Ahmada stały się spełnieniem wszystkich jego najgorszych obaw. Ojciec trafia do więzienia, siostra umiera, wojsko zrównuje dom z ziemią, a w młodszym bracie zaczyna kiełkować nienawiść. Od tego dnia to w rękach Ahmada leżą losy jego rodziny. Dotychczasowe życie zamienia się w koszmar, a okoliczności zmuszają do wczesnego porzucenia dzieciństwa. Chłopak nie jest jednak zwykłym dwunastolatkiem, gdyż posiada niezwykłe umiejętności matematyczne, które stanowią odskocznię od trudnego życia i ciężkiej pracy fizycznej. Pod wpływem nauczyciela Ahmad decyduje się wziąć udział w konkursie i w rezultacie wygrywa stypednium na studia, dzięki czemu może zmienić swoje życie. 
„Dobre rzeczy utrudniają wybór, złe rzeczy nie pozostawiają wyboru.”
„Drzewo migdałowe” to debiutancka powieść Michelle Corasanti, Amerykanki żydowskiego pochodzenia, która spędziła 7 lat w Izraelu, codziennie stykając się z konfliktem palestyńsko-izraelskim. Utwór ten, choć stanowi fikcję literacką, oparty jest na przeżyciach autorki i, w pewnym stopniu, na autentycznych wydarzeniach.

Pisarka poruszyła w swej książce ważny problem, nie szczędząc przy tym dosadnych i momentami drastycznych opisów. Mimo że oczywiście zdawałam sobie sprawę z istnienia tego konfliktu, nigdy tak naprawdę nie miałam wyobrażenia na temat tego, jak musiało - i pod pewnymi względami pewnie nadal musi - wyglądać życie mieszkańców Palestyny. Michelle Corasanti pokazuje obie strony konfliktu, przedstawiając zarówno budzące grozę i szok aspekty, jak i te, dla których warto się nie poddawać i wciąż iść naprzód.

„Drzewo migdałowe” prawdopodobnie trafiłoby do grona moich ulubionych powieści, jednak z powodu głównego bohatera nie byłam w stanie wczuć się w fabułę tak bardzo, jak bym tego chciała. Ahmad już po pierwszych kilku rozdziałach zaczął niesamowicie mnie irytować, i choć po pewnym czasie moje negatywne uczucia do niego nieco zelżały, to i tak zdarzały się momenty, kiedy miałam ochotę po prostu nim potrząsnąć. Pozostał denerwujący aż do samego końca, przez co nie mogłam w pełni cieszyć się (choć nie wiem czy w przypadku tej książki to odpowiednie) lekturą, ale im dalej, tym mniej irytujące było jego zachowanie.

Nieco dziwną kwestią odnośnie tej powieści jest sposób narracji. Przez większość czasu jest to typowa narracja pierwszoosobowa, jednak chwilami miałam wrażenie, że pewnym ważnym sprawom poświęcono zbyt mało miejsca, a niektóre wydarzenia działy się tak szybko, że odnosiłam wrażenie, jakby zabrakło paru stron. W takich momentach nie mogłam opędzić się od przekonania, że autorka nie do końca wiedziała, jak pociągnąć dany wątek lub jak przedstawić jakąś kwestię, dlatego ograniczyła się do jedynie kilku zdań.

Jak już wcześniej wspomniałam, Corasanti nie stroni od szokujących scen, dlatego z góry uprzedzam wrażliwszych czytelników. Sprawiło to, że z pełną mocą uzmysłowiłam sobie pewne rzeczy, z których nie zdawałam sobie wcześniej sprawy. Brak dostępu do wody czy jedzenia, a często też nieposiadanie dachu nad głową to codzienność bohaterów powieści. To, co dla nas jest czymś oczywistym, jak na przykład dostęp do edukacji, szansa na sprawiedliwy wyrok sądowy czy w miarę spokojne życie, niewypełnione strachem przed wojskiem, często stanowi coś nieosiągalnego dla ludzi żyjących w sercu konfliktu.

„Drzewo migdałowe”, choć niepozbawione wad, jest mądrą i poruszającą historią o rodzinie, przebaczeniu i przyjaźni. Zdecydowanie warto dać tej pozycji szansę, jeśli nie dla opowieści o sile miłości i cenie odkupienia, to dla lepszego poznania toczącego się do dziś konfliktu żydowsko-palestyńskiego. Gwarantuję, że po lekturze nieco inaczej spojrzycie na otaczający was świat.

Premiera już 18 czerwca!

wtorek, 10 czerwca 2014

Hakan Nesser - "Karambol"


Zastanawiałeś się może kiedyś, co właściwie ukształtowało twoją osobowość? Czy jakieś wydarzenie z przeszłości miało wpływ na to, że dziś jesteś taką, a nie inną osobą? A może gdyby kiedyś dana sytuacja nie miała miejsca, byłbyś kimś zupełnie innym? Takie rozważania z pewnością nie są nikomu obce, jednak czy na któreś z tych pytań możemy odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością?

Pewnej deszczowej nocy pijany kierowca zabija idącego szosą nastolatka. Pełen strachu i wyrzutów sumienia mężczyzna ucieka z miejsca wypadku. Nie zgłasza się jednak na policję i stara się żyć, zachowując pozory normalności. I gdy jest już przekonany, że cała sprawa ucichła i pozostanie bezkarny wobec dokonanego czynu, trafia do niego anonimowy list od osoby będącej świadkiem pamiętnego wydarzenia. Ogarnięty paniką mężczyzna nie cofnie się przed niczym, by prawda nie ujrzała światła dziennego. Jeden czyn pociąga za sobą kolejne, a przed konsekwencjami nie ma odwrotu...

„Karambol” Hakana Nessera to już siódma część serii traktującej o komisarzu Van Veeterenie. Przyznaję bez bicia, że nigdy wcześniej nie miałam styczności z tym cyklem, ba!, nazwisko autora kiedyś tylko obiło mi się o uszy. Cieszę się jednak, że dałam tej książce szansę, ponieważ nie dość, że błyskawicznie odnalazłam się w fabule i relacjach między bohaterami, to jeszcze spędziłam z „Karambolem” kilka przyjemnych godzin, zagłębiając się w psychikę sprawcy wypadku.

Jak na kryminał sposób przedstawienia fabuły jest dość wyjątkowy. Tym razem, zamiast tropić mordercę, czytelnik ma okazję zajrzeć do jego głowy. Hakan Nesser skupia się na psychologicznym aspekcie zabójstwa i tego, jak konsekwencje oddziałują na sprawcę. Motyw przywodzący na myśl „Zbrodnię i karę” Fiodora Dostojewskiego doskonale się sprawdza i przykuwa uwagę. Nie jest to, jak mogłoby się wydawać, powieść poświęcona filozoficznym rozmyślaniom, lecz zwrócenie większej uwagi na psychikę człowieka i pokazanie, jak jeden czyn może wpłynąć na resztę życia. Obserwowanie zmian zachodzących w mordercy było fascynujące, zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę tę ogromną transformację, która zaszła w nim na kartach książki.

Jedyne, co moim zdaniem trochę umniejszyło powieści, było zbyt rozwleczone zakończenie. Pod koniec utworu akcja znacznie zwolniła, momentami wywołując znużenie. Ma to miejsce na ostatnich kilkudziesięciu stronach i żałuję, że tempo nie utrzymało się aż do końca, ponieważ w pewnym stopniu zatarło to dobre wrażenie, jakie miałam podczas lektury.

Jak się pewnie spodziewacie, „Karambol” jak najbardziej polecam, zwłaszcza osobom lubującym się w kryminałach czy powieściach psychologicznych, choć jestem pewna, że także tym, którzy zazwyczaj sięgają po inne gatunki literackie, również przypadnie do gustu, szczególnie, jeśli interesują się zgłębieniem tajników ludzkiej psychiki.

niedziela, 8 czerwca 2014

Nicholas Sparks - "Najdłuższa podróż"


Ira Levison jest w tarapatach. W czasie śnieżycy stracił panowanie nad samochodem, wypadł z trasy i utknął na urwisku. Mężczyzna odniósł wiele obrażeń, nie ma jak wydostać się z pojazdu, a po kilku godzinach zaczynają dawać się we znaki głód i pragnienie. I być może sytuacja nie wydawałaby się tak opłakana, gdyby nie to, że Ira to sędziwy staruszek, a samochód z każdą chwilą staje się coraz mniej widoczny dla kierowców z powodu zasypującego go śniegu. Szanse na ratunek są wręcz znikome. Pomoc dociera jednak od najmniej oczekiwanej osoby: zmarłej przed laty żony mężczyzny, Ruth, którą ten kochał nad życie. I tak Ira pogrąża się we wspomnieniach, rozpamiętując czas u boku ukochanej.

Sophia to studentka historii sztuki, która niedawno przeżyła trudne rozstanie z wieloletnim chłopakiem. Brian jednak nie zamierza poddać się bez walki i nieustannie nagabuje byłą dziewczynę. Z nieprzyjemnej sytuacji Sophię ratuje Luke, który staje w jej obronie. Sophia i Luke szybko zbliżają zbliżają się do siebie, a choć pozornie dzieli ich wszystko - ona studiuje historię sztuki, wciąż jeszcze wiedzie raczej beztroskie życie i marzy o pracy w muzeum w jednym z większych miast; on ciężko pracuje na ranczu, nigdy nie poszedł do college'u i musi stawiać czoło twardej rzeczywistości - liczą na to, że uda ich związek da radę przetrwać kłody, które los rzuca im pod nogi. Ale czy faktycznie mają szansę na wspólną przyszłość?

Na „Najdłuższą podróż” składają się dwie pozornie zupełnie odmienne historie, niemające ze sobą nic wspólnego: uwięzionego w samochodzie starszego pana i młodych ludzi przeżywających pierwszą prawdziwą miłość. Oba wątki snute są równolegle, i już gdy mogłoby się wydawać, że nic ich ze sobą nie łączy, w końcu łączą się i wzajemnie na siebie oddziałują. Dzięki temu czytelnik ma okazję w pewnym sensie poznać dwie całkowicie różne opowieści. Osobiście bardziej do gustu przypadł mi wątek Iry i jego nieżyjącej żony, mimo że Sophia i Luke wzbudzili moją sympatię.

O ile historia Iry i Ruth absolutnie mnie oczarowała - piękna, bezpretensjonalna i pozbawiona niepotrzebnej ckliwości - to do wątku Sophii i Luke'a mam pewne zastrzeżenia. Choć polubiłam tę dwójkę i trzymałam kciuki, by wszystko im się udało, to momentami działo się coś takiego, że cały ten wątek zaczynał  mi się wydawać oderwany od rzeczywistości. Chwilami zachowania któregoś z bohaterów były po prostu dalekie od autentyczności. A tym, co najbardziej podziałało mi na nerwy, okazała się być cudowna zdolność Sophii do jazdy konnej. Wiem, że nie każdy wie coś więcej na ten temat, a niektórzy nigdy nie mieli kontaktu z koniem, ale sama od dłuższego czasu namiętnie jeżdzę konno i momentami zwyczajnie było mi brak słów. Coś takiego jak urodzenie się z umiejętnościami jazdy w prawdziwym życiu nie występuje, i choć można mieć większe lub mniejsze zdolności w tym kierunku, to nikt po pierwszym kontakcie z koniem nie da rady od razu galopować w terenie, nie przejmując się jakimkolwiek zabezpieczeniem (np. w postaci toczka na głowę), bo jest to po prostu niebezpieczne i głupie. Magiczne zdolności Sophii można by porównać do osoby, która w życiu nie widziała skrzypiec na oczy i po pierwszym kontakcie z instrumentem od razu okazuje się być wirtuozem (trochę się rozpisałam, ale po prostu ten brak starania się o zachowanie pozorów autentyczności bardzo mnie zirytował :)).

Nie było to moje pierwsze spotkanie z Nicholasem Sparksem, z wielką przyjemnością po raz szósty zanurzyłam się w jego twórczości. Poza kilkoma zgrzytami w historii Sophii i Luke'a „Najdłuższa podróż” okazała się być świetną rozrywką i lekturą idealną na ciepłe czerwcowe popołudnia. Czytając tę pozycję od razu poczułam klimat wakacji i jestem pewna, że dzięki temu genialnie sprawdzi się już za miesiąc. Jeżeli rozglądacie się za książką na letnie wieczory, ta będzie strzałem w dziesiątkę.


sobota, 7 czerwca 2014

Stos 4/14


Jak pewnie sami dobrze wiecie, książki to idealny sposób na poprawę humoru, a ponieważ ostatnio nawał nauki przygniatał mnie wręcz do podłogi, rozsądnym wydawało mi się zrobienie jakichś książkowych zakupów. :)
  • Anne Bishop, Pisane szkarłatem
    O tej autorce słyszałam MASĘ dobrego od mojej przyjaciółki, która już od paru dobrych lat stara się zachęcić mnie do twórczości Bishop. Chyba przyszedł czas na ten pierwszy raz. :)
  • Stephanie Perkins, Anna i pocałunek w Paryżu
    Brzmi jak idealna lektura na wakacje, ostatnio jestem w nastroju na takie właśnie książki.
  • Marie Lu, Wybraniec, Patriota
    W końcu będę mogła skończyć tę serię, chociaż nie wiem, czy nie przeczytać jeszcze raz pierwszej części, bo już prawie nic nie pamiętam. ;)
  • Nicholas Sparks, Najdłuższa podróż
    Jestem w trakcie lektury i jak na razie wrażenia pozytywne, choć mam małe zastrzeżenia.
  • Brandon Sanderson, Z mgły zrodzony, Studnia wstąpienia
    Pierwsza część już za mną, była prze-fan-tas-tycz-na, dlatego nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za Studnię wstąpienia.
  • Janet Evanovich, Parszywa dwunastka
    Czyli kolejne przygody Stephanie.
  • Cinda Williams Chima, Wygnana królowa
    Pierwszy tom był świetny i w najbliższym czasie zamierzam skończyć tę serię.
  • Hakan Nesser, Karambol
    Już przeczytana, niedługo recenzja! :)
  • Jess Rothenberg, Po tamtej stronie ciebie i mnie
    Całkiem niezła pozycja, ale niestety nie powaliła na kolana.
  • Laura Withcomb, Światła pochylenie
    Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, od jak długiego czasu chcę przeczytać tę książkę i nie mogę się doczekać, kiedy w końcu ją przeczytam.
Najchętniej zaczęłabym czytać wszystkie te książki na raz i muszę powstrzymywać się przed tym siłą. :) 


środa, 4 czerwca 2014

Lisa Renee Jones - "Gdybym była tobą"


Sara McMillan to młoda nauczycielka, wiodąca proste, zwyczajne życie. Mimo wielkiej pasji i miłości do sztuki, postanowiła poświęcić się nauczaniu, głównie ze względu na niskie zarobki, które towarzyszą pracy z malarstwem. Życie kobiety zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy jej przyjaciółka wygrywa na aukcji magazyn pełen osobistych rzeczy należących do niejakiej Rebeki, wśród których znajdują się również pamiętniki pełne niepokojących opisów dotyczących życia prywatnego. Gdy zawartość magazynu trafia w ręce Sary, ta nie może powstrzymać ciekawości i coraz bardziej zagłębia się z świat Rebeki. Z każdą kolejną stroną pamiętników nasila się jednak przeczucie, że z ich autorką stało się coś złego. Poszukując wieści o Rebece, Sara trafia do rzeczywistości, o której zawsze marzyła. Nie wie jednak, że podążdając jej śladami, sama może znaleźć się w niebezpieczeństwie...

„Gdybym była tobą” to lekka lektura łącząca w sobie elementy romansu i tajemnicy. Przywodzi nieco na myśl Pretty Little Liars w odsłonie dla starszych czytelników, a wszystko za sprawą umiejętnego wplecenia wątku „kryminalnego” z życiem głównej bohaterki. Jak już wspomniałam, jest to pozycja raczej dla starszych odbiorców, ponieważ pojawiają się w niej sceny erotyczne. Dodatkowo w tym przypadku raczej nie uświadczymy niemiłosiernie ciągnącej się serii.

Niemal od samego początku da się wyczuć atmosferę niepokoju i napięcia, która towarzyszy kolejnym odkryciom Sary. Choć początkowo miałam mały problem z wciągnięciem się w fabułę, to ostatecznie po kilku rozdziałach zostałam wessana w świat bohaterki i wraz z nią główkowałam, co przytrafiło się Rebece. Bo co do tego, że stało jej się coś złego, nie ma żadnych wątpliwości.

W życiu kobiety pojawia się dwóch mężczyzn: despotyczny szef, Mark oraz sławny malarz, Chris. Jednym z głównych wątków powieści szybko staje pełna namiętności relacja Sary i Chrisa. Ze względu na ich przeszłość, decydują się na związek bez zobowiązań. Bohaterka nie ma jednak stuprocentowej pewności, czy może mu ufać, gdyż podejrzewa, że któryś z mężczyzn może mieć coś wspólnego z tajemniczym zniknięciem Rebeki albo przynajmniej wiedzieć coś więcej, niż chce przyznać. Równolegle do życia uczuciowego Sary toczy się wątek Rebeki, lecz momentami został przyćmiony przez sercowe dylematy głównej bohaterki, co było dla mnie jedynym minusem „Gdybym była tobą”.

Jak to w tego typu książkach bywa, nie otrzymałam zbyt wielu odpowiedzi (w zasadzie żadnej), ale wyjątkowo mi to nie przeszkadza, ponieważ powieść Jones czyta się znakomicie. Zakończenie sprawiło, że absolutnie nie mogę się doczekać, aż w moje ręce trafi kontynuacja - po takim finale nie sposób nie zastanawiać się, jak dalej potoczy się historia. „Gdybym była tobą” to pozycja idealna na wakacje, zwłaszcza dla osób przepadających za lekkimi książkami, które równocześnie mają trochę mroczniejszy klimat.

Gdybym była tobą | Mroczne pragnienia | Odkrywając tajemnice

niedziela, 1 czerwca 2014

Podsumowanie maja


Maj był dla mnie chyba najbardziej pracowitym miesiącem w roku, ale równocześnie znalazłam też sporo czasu na książki, spotkania ze znajomymi i oglądanie seriali. Na pewno sporo w tym zasługi dwóch tygodni wolnego, jakie miałam na początku maja, ale ostatni czas był dla mnie prawdziwą gonitwą. ;)
Ilość przeczytanych książek: 10
Najlepsze książki: Brandon Sanderson, Z mgły zrodzony; Beth Revis, Cienie ziemi [recenzja]
Największe rozczarowania: Trudi Canavan, Misja ambasadora; Veronica Roth, Wierna [recenzja]
Najbardziej pozytywne zaskoczenie: Lisa Renee Jones, Gdybym była tobą (recenzja wkrótce)
Ogólnie rzecz biorąc, jestem z siebie bardzo zadowolona i mam nadzieję, że w czerwcu uda mi się przeczytać jeszcze więcej. A ile wam udało się przeczytać w maju? :)

Etykiety

Agatha Christie (1) Aisling Juanjuan Shen (1) Akademia Mitu (1) Akademia Wampirów (2) Akcent (1) Akurat (1) Albatros (2) Alexander Gordon Smith (1) Ally Condie (1) Alyson Noel (2) Amanda Hocking (1) Amazonka (1) Amber (12) Amie Kaufman (1) Amy Kathleen Ryan (1) Amy Meredith (1) Andy Weir (1) anime (1) Anja Snellman (1) Anne Bishop (1) Anne Cassidy (2) antyutopia (8) ArsMachina (2) Asia Bibi (1) Audeo (1) Bellona (1) Beth Revis (3) biografia (1) Bree Despain (3) Brodi Ashton (1) Bukowy Las (10) Bullet Books (1) C. R. Zafón (1) C. S. Lewis (1) C. W. Gortner (2) Carol Rifka Brunt (1) Carrie Ryan (1) Cassandra Clare (4) Celine Kiernan (3) Charlaine Harris (2) Charlee Fam (1) Charlotte Bronte (1) Chemiczne Światy (1) Christina Baker Kline (1) Claire North (1) Colleen Hoover (1) Colleen Houck (2) Cora Carmack (1) Córki Księżyca (1) Czarna owca (3) Czwarta strona (1) czytnik (1) Danielle L Jensen (1) Dary Anioła (2) Denise Kiernan (1) Diabelskie Maszyny (2) Diane Chamberlain (2) Dobrani (1) Dolnośląskie (14) Dorota Katende (1) Dreams (2) dystopia (1) Dziewczyny nie płaczą (1) e-book (1) E. Lockhart (1) Egmont (5) egzemplarz recenzencki (70) ekranizacja (2) Elizabeth Chandler (1) Elizabeth Gaskell (2) Emily Giffin (1) Emmy Laybourne (1) Erica Spindler (1) erotyczna (2) Esprit (4) Eve Silver (1) Fabryka słów (7) fantastyka (37) Federico Moccia (1) Feeria (2) film (3) Foka (1) Galeria Książki (5) Gra (1) GWF (4) GWP (1) Hakan Nesser (1) Hanna Cygler (1) Herkules Poirot (1) historyczne (3) horror (2) Initium (1) inne (22) Isabell Pfeiffer (1) J. K. Rowling (1) Jaguar (18) Jakub Ćwiek (1) Jana Frey (1) Janet Evanovich (3) Jennifer Clement (1) Jennifer E. Smith (1) Jennifer Estep (1) Jennifer Niven (1) Jenny Downham (1) Jessica Brody (1) Jo Nesbø (1) Joanna M. Chmielewska (2) Jodi Picoult (5) Joelle Charbonneau (1) John Green (1) John Lennon (1) John Marsden (4) Josephine Angelini (1) Julie Cross (1) Julie Kagawa (1) Jutro (4) Karol Lewandowski (1) Karolina Wilczyńska (1) karty (1) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (1) Katja Millay (1) Kelly Creagh (2) Kendare Blake (1) Kerstin Gier (3) Kevin Wilson (1) Kiera Cass (4) Kindle (1) Klątwa tygrysa (2) Kody Keplinger (1) konkurs (2) Królestwa Nashiry (1) kryminał (6) Książnica (2) L. A. Weatherly (1) Las Zębów i Rąk (1) Lauren Barnholdt (1) Lauren DeStefano (1) Lauren Kate (1) Lauren Oliver (4) Legenda (1) Libba Bray (2) Licia Troisi (1) Lisa Renee Jones (2) Lisa Scottoline (1) literatura faktu (3) literatura polska (24) literatura zagraniczna (216) Lois Lowry (1) losowanie (1) Lubimy Czytać (1) Lucy Ferriss (1) Lynne Ewing (1) Mag (7) Maggie Stiefvater (1) Mak Verlag (1) Mała Kurka (2) Mara Dyer (2) Mari Jungstedt (1) Marianne Curley (1) Marie Lu (1) Marie Rutkoski (1) Marissa Meyer (1) Mark Blake (1) Marquez (1) Marta Stefaniak (1) Matras (4) Mats Strandberg (1) Max Brooks (1) Meagan Spooner (1) Media Rodzina (1) Megan Whalen Turner (2) Melinda Salisbury (1) Melissa de la Cruz (1) MG (6) Michael Grant (1) Michelle Corasanti (1) Michelle Hodkin (2) Mira (5) młodzieżowe (10) Monument 14 (1) Moondrive (3) Morgan Matson (1) Muza (5) muzyka (1) Na Kanapie (1) Nalini Singh (2) Naomi Novik (1) Nasza Księgarnia (7) Nevermore (2) new adult (1) Nicholas Sparks (2) Nieśmiertelni (1) Niezgodna (1) Niezwyciężona (1) Nina Reichter (1) non fiction (1) Novae Res (9) nowości i zapowiedzi (1) obyczajowe (23) Olga Rudnicka (1) Orphan black (1) Oscar Wilde (1) Otwarte (16) Papierowy Księżyc (2) Papierowy Motyl (1) Paradoks (2) Pascal (2) Penguin (1) Piąta fala (1) po angielsku (1) podsumowanie (24) Poligraf (1) poradnik (2) postapokaliptyczna (4) Promic (1) Prószyński i S-ka (32) przygodowe (1) Publicat (13) PWN (1) Querida poleca (1) Rachel Ward (1) Rainbow Rowell (1) Rebecca Donovan (1) Rebis (5) rekomendacje (1) Remi (1) Replika (2) Richelle Mead (3) Rick Riordan (1) Rick Yancey (1) Robin Bridges (1) Saga księżycowa (1) Samanta Shannon (1) Sandra Gulland (1) Sara B. Elfgren (1) Sara Grant (1) Sara Shepard (1) Sarah J. Maas (1) Sarah J. Mass (1) Sarah Waters (1) science fiction (2) serial (2) Simon & Schuster (1) Solomon Northup (1) Sonia Draga (1) Sophie Hannah (1) SQN (4) Stentor (2) Stephanie Perkins (1) Stephen Chbosky (1) Stephen King (2) stosik (37) Strażnicy Veridianu (1) Studio Astropsychologii (1) survival (1) Szklany tron (2) Sztukateria (14) Świat książki (4) tag (2) Tahereh Mafi (1) Tammara Webber (2) Tania książka (1) Telbit (1) The Beatles (1) thriller (1) Tricia Rayburn (1) Trylogia czasu (3) Trylogia Moorehawke (3) Upadli (1) Uroboros (3) Veronica Roth (3) W. A. B. (1) W.A.B (1) Weltbild (1) Wilga (3) Włóczykijka (5) Woblink (2) Wydawnictwo Literackie (1) wymianka (1) wyzwanie (1) YA! (4) young adult (13) Young adults (4) Yrsa Sigurdardottir (1) z bibliotecznej półki (8) z własnej półki (79) zapowiedzi (8) Zielona sowa (3) Znak (7) zombie (1) Zysk i S-ka (2) Żelazny Dwór (1)