wtorek, 30 lipca 2013

Joanna M. Chmielewska - "Karminowy szal"


Każdy z nas skrywa jakiś sekret. Nieważne - mniejszy, czy większy, lecz każdy ma jakąś tajemnicę, której nie powierzyłby nikomu. Co jednak, jeśli demony z przeszłości nie opuszczają cię nawet po wielu latach? Czy jest jakiś sposób, by jakaś ukrywana, wyparta z pamięci sytuacja z dzieciństwa przestała wpływać na późniejsze życie?

Marta, Maria i Magdalena niegdyś były najlepszymi przyjaciółkami. Uczęszczały wspólnie do szkoły z internatem połączonej z ośrodkiem dla dzieci z zaburzeniami zdrowotnymi. Szybko odnalazły wspólny kontakt, który jednak zerwał się po ukończeniu edukacji. Mijają lata, każda z kobiet układa sobie jakoś życie, choć nie do końca tak, jakby tego chciały. Po pewnym czasie ich drogi ponownie schodzą się w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem. Dawne przyjaciółki, wspominając czasy podstawówki przy grzanym winie, odkrywają, że wspólnie dzielą sekret, z którego nie zwierzyły się dotąd nikomu. Postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i wspólnie zakończyć przykry rozdział z dzieciństwa, kładący się cieniem na szkolne wspomnienia. Czy przyniesie to oczekiwane ukojenie? A może wręcz przeciwnie, rozdrapana rana stanie się jeszcze bardziej bolesna?

Z twórczością Joanny M. Chmielewskiej miałam okazję zetknąć się rok temu, gdy w moje ręce trafiła książka „Sukienka z mgieł”. Choć zazwyczaj podchodzę raczej nieufnie do powieści napisanych przez polskich autorów, przyciągająca wzrok okładka i ciekawy opis zrobiły swoje, wobec czego postanowiłam dać szansę rodzimej pisarce. Lektura okazała się być nadzwyczaj satysfakcjonująca, a ja z niecierpliwością wyglądałam kolejnego tomu. A teraz żałuję, że tak szybko go przeczytałam.

Cecha charakterystyczna utworów autorstwa Joanny M. Chmielewskiej to panujący w nich optymizm. Nie znaczy to, że są one kompletnie oderwane od rzeczywistości, jednak podczas lektury nie można nie odnieść wrażenia, że emanuje z nich ciepło i nadzieja. „Karminowy szal” zaczęłam czytać w dość kiepskim nastroju, a skończyłam z uśmiechem na ustach i w naprawdę dobrym humorze. Powrót do Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem jest niczym założenie ulubionego swetra w chłodny wieczór, a wszystko za sprawą niepowtarzalnego klimatu panującego w książce.

Oprócz głównego wątku powieści, każda z bohaterek zmaga się z własnymi problemami. Magda, obawiając się bólu i odrzucenia, całe życie angażowała się jedynie w związki bez zobowiązań, odchodząc, gdy sprawy zaszły za daleko. Choć powoli zaczyna jej brakować stałości, kobieta chce oszczędzić sobie cierpienia, które według niej jest synonimem miłości. Maria w zasadzie nigdy nie zaznała domowego ciepła - nigdy nie zdołała zyskać aprobaty ojca, lekarza wojskowego, który wolałby mieć syna zamiast wrażliwej córki, a podejmowanie własnych, niezależnych decyzji pozostawało poza jej zasięgiem. Jako osoba dorosła stała się raczej zamknięta w sobie, niezwykle obowiązkowa, nie potrafi zdobyć się na spontaniczność. Gdy na swej drodze spotyka tajemniczego pisarza, postanawia wyjść ze swej skorupy i walczyć o rodzące się między nimi uczucie. Marta jako młoda dziewczyna zaliczyła „wpadkę” i tak też wylądowała w nie do końca szczęśliwym małżeństwie. Dwójka dzieci oraz mąż, z którym ma coraz mniej wspólnego zmuszają ją do tego, by zastanowić się nad swym dotychczasowym życiem. 

Utwory dotyczące Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem stanowią serię, jednak bez najmniejszego problemu można je czytać oddzielnie, ponieważ każdy z nich ma innych bohaterów i wątek przewodni, choć postaci znane z poprzednich tomów co jakiś czas przewijają się w tle. Z łatwością jednak można odnaleźć się w fabule, a nieznajomość wcześniejszych części nie stanowi żadnej przeszkody.

„Karminowy szal” to udana kontynuacja „Poduszki w różowe słonie” oraz „Sukienki z mgieł”. Przepełniona optymizmem i humorem powieść jest idealnym sposobem na poprawę humoru. Pobyt w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem to świetna forma spędzenia wolnego czasu - osobiście mam nadzieję, że wpadnę tam jeszcze nie raz.

Poduszka w różowe słonie | Sukienka z mgieł | Karminowy szal

niedziela, 28 lipca 2013

Stephen King - "Misery"


Paul Sheldon to poczytny autor, któremu sławę przyniosła seria romansów z Misery Chastain w roli głównej bohaterki, uwielbiana przez rzeszę wiernych czytelniczek. Pisarz nie może już znieść nudnej postaci, dlatego w ostatnim tomie cyklu postanawia ją uśmiercić i raz na zawsze uwolnić się od etykietki autora cukierkowych romansów - Paul chce zająć się nieco ambitniejszą literaturą, której docelową grupą odbiorców nie będą gospodynie domowe z duszami romantyczek. Pewnego dnia, po ukończeniu swojej najnowszej powieści o tytule „Szybkie samochody”, Sheldon - nieco pijany - wsiada za kierownicę samochodu, a wypad do Nowego Jorku kończy się poważnym wypadkiem, którego wynikiem są strzaskane nogi i koszmarny ból. Jednak zamiast w szpitalu, pisarz budzi się w domu Annie Wilkes, nazywającej się jego „najwierniejszą wielbicielką”. Nie informując o tym nikogo, wyciągnęła rannego Paula z rozbitego auta, po czym przeniosła go do swojego domu. Jak się okazuje, Annie nie do końca można nazwać osobą zdrową na umyśle, choć bez wątpienia jest oddaną fanką romansów napisanych przez Sheldona. Tyle że ostatni tom jeszcze przed nią - a wraz ze śmiercią Misery rozpęta się prawdziwe piekło. Gdy Annie dociera do ostatniej strony, wpada w prawdziwy szał. Zmusza Paula, by pod jej dyktando napisał kolejną część o przygodach jej ukochanej bohaterki, a nieposłuszeństwo jest gotowa surowo karać. Sheldon szybko orientuje się, że każde napisane przez niego słowo coraz bardziej przybliża go strasznego finału...

Ze Stephenem Kingiem spotkałam się do tej pory tylko raz, czytając parę lat temu jedną z jego najpopularniejszych książek: „Carrie”. Nie była to lektura, która jakoś szczególnie mnie zachwyciła, a z całą pewnością nie sprawiła, że zrozumiałam fenomen tego autora. Mimo wszystko postanowiłam dać Kingowi kolejną szansę, ulegając zachwytom i namowom znajomych. I ogromnie cieszę się, że nie skończyłam swojej przygody z pisarzem grozy na „Carrie” - „Misery” to prawdziwa jazda bez trzymanki, prowadząca do zaskakującego zakończenia.

Chyba jeszcze nigdy nie miałam okazji zetknąć się z taką powieścią. Gdyby ktoś poprosił mnie o opisanie jej jednym słowem, jestem pewna, że do głowy przyszedłby mi przede wszystkim wyraz „szalona”. Ta książka jest po prostu absolutnie zwariowana, wymykająca się tym samym wszelkim ramom. Nie da się przewidzieć kompletnie żadnego wydarzenia, głównie z powodu nieobliczalnego zachowania Annie, która nie cofnie się kompletnie przed niczym, ale także za sprawą Paula, będącego powoli uzależnianym przez „wybawicielkę” od środków odurzających uśmierzających ból. Sheldon stopniowo poddaje się szaleństwu panującemu w domu Wilkes, choć stara się zachować rozsądek. 

„Misery” to książka, która bywa bez mała przerażająca, lecz także trochę obrzydliwa i momentami okraszona czarnym humorem. Nie zmienia to jednak faktu, że nie sposób oderwać się od lektury. Fascynacja psychopatycznym zachowaniem Annie jest zbyt duża, by można było spokojnie odłożyć tę pozycję na półkę. Zachowania Wilkes nie można przewidzieć: z kobiety o troskliwym, matczynym uśmiechu potrafi w sekundę przeistoczyć się w niebezpieczną i nieobliczalną osobę. Najlepsze w tym wszystkim jest to, iż Annie żyje w przekonaniu, że jej zachowania i reakcje są jak najbardziej normalne, a przykładowo kuracja wliczająca picie mydlin czy zgniatanie kolana jest najzwyczajniej w świecie skuteczna.
czyż z tej naszej Annie nie jest
przesympatyczna osóbka? ;)

Podczas wizyt Annie w zamkniętym na cztery spusty pokoju Sheldona udzielała mi się jego nerwowość; niecierpliwie przekręcałam kolejne strony, by dowiedzieć się, w jakim nastroju jest dziś była pielęgniarka: poda śniadanie, lekarstwa i czule się uśmiechnie, czy raczej zacznie wcielać swoje groźby w czyn i karać Paula za wyimaginowane wykroczenia? Niestabilność psychiczna Wilkes sprawiała, że potrafiła zostawić swojego „pacjenta” samego w pustym domu, przykutego do łóżka, bez picia, jedzenia i leków nawet na kilkadziesiąt godzin z przekonaniem, iż w zasadzie nic mu nie grozi. W czasie późniejszych, sporadycznych eskapad Paula po mieszkaniu w jednej z takich sytuacji, wręcz czułam oddech Annie na plecach i trzymałam kciuki, by nie przyłapała pisarza na gorącym uczynku. 

Oprócz świetnie przedstawionej postaci niestabilnej psychicznie Annie, kreacja Sheldona również zasługuje na uznanie. Targające nim rozterki, ogarniający go strach i ból czy walka między pragnieniem śmierci a nadzieją na dalsze życie zostały przedstawione w mistrzowski sposób. Bez problemu można zrozumieć jego postępowanie, a wczucie się w jego skórę również nie stanowi większej trudności (choć to akurat niekoniecznie jest zaletą, zwłaszcza, gdy Wilkes przychodzą do głowy jakieś makabryczne kary).

„Misery” to książka, której jeszcze długo nie wyrzucę z pamięci i polecam ją zarówno wielbicielom twórczości Stephena Kinga, jak i tym niemającym z nią wcześniej styczności. Odradziłabym tylko czytanie jej w nocy - ja niestety tak zrobiłam, co zakończyło się wieloma nieprzespanymi godzinami i przekonaniem, że Annie czai się za drzwiami mojego pokoju. Zresztą, kto wie...

piątek, 26 lipca 2013

Denise Kiernan - "Dziewczyny atomowe"


Wojna - niby jedno, zwykłe słowo, a zawiera w sobie tak wiele innych. Rozdzielone rodziny, głód, walka o przetrwanie, poświęcanie własnego życia w imię ojczyzny, umierający bliscy. Na sam dźwięk tego wyrazu do głowy przychodzą najróżniejsze skojarzenia, z których żadno z nich nie ma zabarwienia pozytywnego: jest tylko krew, rozpacz i strach o każdy kolejny dzień.

Celia Szapka, Toni Peters, Jane Greer, Kattie Strickland, Virginia Spivey, Colleen Rowan, Dorothy Jones, Helen Hall i Rosemary Maiers. Początkowo nic nie łączyło tych dziewięciu kobiet, może poza tym, że wszystkie żyły w czasie trwania II wojny światowej i wszystkie chciały, by jak najszybciej dobiegła ona końca. Z tego powodu, gdy zostały zaproszone do pracy przy owianym tajemnicą Projekcie w Oak Ridge, który miał przyspieszyć wygranie wojny, żadna z nich nie wahała się ani chwili. Choć nie miały pojęcia, gdzie jadą, co będą tam robić, ani jakie warunki zastaną na miejscu, wsiadły do pociągu, mającego zabrać je w nieznane. Opuściły swoje rodziny, by w ten czy inny sposób przyczynić się do zakończenia wojny, powodującej tak wiele strat zarówno fizycznych, jak i psychicznych.

Denise Kiernan to pisarka i dziennikarka. Praca nad „Dziewczynami atomowymi” zajęła jej siedem lat żmudnej i ciężkiej pracy, wypełnionych zbieraniem materiałów oraz rozmowami z osobami, które posiadały jakąś wiedzę na temat działającego w latach czterdziestych dwudziestego wieku ośrodka w Tennessee. Jej powieść została oparta na faktach i opowiada rzeczywiste losy naprawdę istniejących osób, wykonujących ściśle tajne zadanie w czasie trwania wojny.

Główne bohaterki książki niezwykle różnią się od siebie, jednak mają wspólnych kilka cech: są odważne, silne, każda z nich posiada silne uczucie patriotyzmu. To, co zaimponowało mi w nich najbardziej, to to, że potrafiły bez cienia żalu porzucić dotychczasowe życie, ponieważ wiedziały, że zadanie, które na nie czeka, jest czymś niezwykle ważnym, jeżeli chodzi o wojnę. Niektóre wyjeżdżały do Oak Ridge także z nadzieją na lepsze niż dotychczas życie czy pracę, innymi kierowało przede wszystkim silne poczucie obowiązku i chęć ponownego zobaczenia krewnych biorących udział w tej nie kończącej się wojnie. Faktem pozostaje, że Celia, Toni, Jane, Helen, Virginia, Kattie, Rosemary, Dorothy i Colleen trwale zapisały się na kartach historii, której część pozostawała do tej pory w dużej mierze zagadką.

„Dziewczyny atomowe” są niezwykle dopracowaną powieścią i już na pierwszy rzut oka widać, że autorka poświęciła wiele czasu na zajęcie się nawet tymi drobnymi szczegółami. Wyłonił się z tego pewien minus, przynajmniej dla mnie. Szczegółowe opisy dotyczące powstawania bomby, promieniowania, pierwiastków i tym podobnych, były dla mnie najbardziej nużącymi fragmentami utworu. Chemia nigdy nie należała do ścisłego kręgu moich zainteresowań, dlatego też elementy dotyczące tego zagadnienia nie wzbudziły we mnie większej ciekawości. Z o wiele większym zainteresowaniem śledziłam losy mieszkańców ośrodka, choć osoby lubiące ten dział chemii miałyby pewnie trochę inne zdanie na ten temat.

Kiernan zadbała też o inny aspekt utworu, mianowicie kilkukrotnie przytoczone są uwagi psychiatry, obserwującego życie ludzi przebywających w Oak Ridge. Gdyby nie to, prawdopodobnie nie poświęciłabym większej uwagi na zastanawianie się, jak musiało działać mieszkanie w ośrodku, gdzie znajdowało się kilkaset obcych sobie osób. W pokojach pojedynczych często mieszkało kilka kobiet czy mężczyzn, zdarzyło się parę przypadków ludzi, którzy w rezultacie odchodzili od zmysłów. Jednocześnie cała ta sytuacja powodowała szybkie zawiązywanie się przyjaźni, które w innych okolicznościach pewnie nie miałyby racji bytu.

To po prostu prawdziwa historia zwyczajnych kobiet, które dokonały czegoś niezwykłego. To opowieść o ludziach, którzy poza pracą nad tajnym projektem zajmowali się też normalnym życiem, robili zakupy, chodzili na tańce czy zakochiwali się po raz pierwszy. Sprawia to, że tym bardziej można odczuć, iż bohaterki „Dziewczyn atomowych” to osoby niewiele różniące się od nas. Równocześnie musiały one zadbać o stanie na straży tajności Projektu, nie mogły rozmawiać na jego temat z bliskimi, nawet tymi, którzy również pracowali w Oak Ridge. Powodowało to pewne bariery, czy to w małżeństwach, przyjaźniach, czy przelotnych znajomościach. Listy do rodzin były cenzurowane, a za złamanie nakazu milczenia groziła wysoka kara.

Autorka zabiera czytelnika kilkadziesiąt lat wstecz, tworząc przy tym klimat tamtych czasów. Losy tytułowych kobiet warto poznać, by przekonać się, czego są w stanie dokonać typowi obywatele w tak niecodziennych okolicznościach. To część historii, którą po prostu warto poznać.

środa, 24 lipca 2013

Richelle Mead - "Kroniki krwi"


Musisz strzec tajemnicy ich istnienia za wszelką cenę. Ludzie nie mogą się dowiedzieć, że istoty znane im przede wszystkim z filmów czy książek tak naprawdę żyją tuż obok nich. Cała twoja egzystencja z góry została poświęcona temu zadaniu. Starasz się wypełniać je jak najrzetelniej, jednak wpojona od dziecka dyscyplina nie pozwala ci zapomnieć o najważniejszej zasadzie: nigdy nie zadawać się z wampirami.

Sydney Sage to alchemiczka, należąca do tajnej organizacji, której głównym celem jest ukrywanie przed ludźmi istnienia wampirów. Do jej głównych zadań należy zacieranie śladów pozostawianych przez te stworzenia, a także stanie na straży równowagi między tymi dwoma, jakże odmiennymi światami. Z tłumu alchemików wyróżnia złoty tatuaż w kształcie lilii, znajdujący się na policzku, będący nie tylko znakiem rozpoznawczym, lecz także pewnego rodzaju ochroną, zapewniającą silniejszą odporność i nieco dłuższe życie, niż w przypadku zwykłych śmiertelników. Po tym, jak Sydney pomogła Rose Hathaway, uznanej przez społeczność wampirów za królobójczynię, alchemiczka popadła w niełaskę, przez co jej przyszły los stał się wielką niewiadomą. Chcąc udowodnić swą lojalność, a także chronić młodszą siostrę przed pozbawionym wolności losem alchemiczki, dziewczyna wyrusza w misję, polegającą na ochronie morojskiej księżniczki, Jill Dragomir, na której życie czyhają zamachowcy. Zadanie nie będzie łatwe, lecz Sydney wie, że nie może zawieść: stawka nie toczy się tylko o los Jill, ale również jej własny.
„- Poza tym wiedziałam, że nie poczujesz wyrzutów sumienia, gdy będziesz włamywał się do cudzego mieszkania.
- To najmilsza rzecz, jaką od ciebie usłyszałem - skwitował z uśmiechem.”
Richelle Mead to autorka wielu serii, jednak tą najbardziej znaną jest chyba Akademia Wampirów, traktująca o dampirzycy Rose i jej najlepszej przyjaciółce, morojce Wasylissie. „Kroniki krwi” rozpoczynają kolejny cykl, silnie łączący się właśnie z Akademią Wampirów. Sydney Sage pojawiła się już w kilku częściach serii poprzedzającej „Kroniki krwi”, i choć zdążyłam już ją polubić, nie byłam do końca pewna, czy sympatia utrzyma się, gdy alchemiczka stanie się główną bohaterką. Rose wydawała mi się być postacią wręcz niezastąpioną, i prawdę mówiąc nie potrafiłam wyobrazić sobie, by Sydney okazała się narratorką choć trochę dorównującą Hathaway. Pomimo moich początkowych obaw, ostatecznie okazało się, że alchemiczka to godna następczyni Rose, bo choć pozornie wygląda na to, że obie ogromnie się od siebie różnią, tak naprawdę są do siebie bardziej podobne, niż to widać na pierwszy rzut oka.

Podobnie jak w przypadku wspomnianej przeze mnie wcześniej Akademii Wampirów, „Kroniki krwi” również czyta się w zastraszająco szybkim tempie. Niewątpliwie wpływ na to ma styl Richelle Mead, lekki i przyjemny w odbiorze, a równocześnie mający w sobie coś specyficznego. Akcja wciąż mknie do przodu, a rozdziały kończą się w taki sposób, że odłożenie książki staje się nie lada wyzwaniem, zaś wszystkie obowiązki i zajęcia typu sen zostają zepchnięte na dalszy plan. W zasadzie ciągle coś się dzieje, a Sydney wciąż ma ręce pełne roboty, jednak nie jest to męczące, a autorka daje czytelnikowi kilka chwil na wytchnienie. 

W utworze pojawia się wielu bohaterów, ale niektórzy są już znani z serii poprzedzającej „Kroniki krwi”. Jednymi z takich postaci są Abe Mazur czy Rose Hathaway, jednak pojawiają się oni tylko epizodycznie, co trochę mnie zawiodło i zostawiło pewien niedosyt, ponieważ chętnie dowiedziałabym się, co dzieje się u tak lubianej przeze mnie dampirki. Nieco brakowało mi również Dymitra Bielikowa, lecz zakończenie zwiastuje, że będzie go trochę więcej w kolejnych tomach cyklu. Na szczęście jeden z bohaterów Akademii Wampirów, darzony przeze mnie ogromną sympatią, wysunął się na pierwszy plan: Adrian Iwaszkow. Jego sarkastyczne uwagi oraz dość... nietypowe podejście do życia znacznie ubarwiły fabułę. Keith od samego początku wzbudza niechęć i mordercze skłonności, a gdy tylko się pojawiał, puls błyskawicznie mi przyspieszał, i to bynajmniej nie z zachwytu. Całkiem polubiłam Jill, nieco naiwną i nieśmiałą nastolatkę, lecz charakterem trochę za bardzo przypominała mi delikatną Lissę, która była mi w zasadzie obojętna. Sydney w roli głównej bohaterki sprawdza się wspaniale, nie do końca potrafi odnaleźć się w świecie zwyczajnych ludzi, jest silna, odważna i zdeterminowana, a także gotowa, by chronić bliskich za wszelką cenę.

„Kroniki krwi” absolutnie mnie nie rozczarowały, i wbrew moim początkowym wątpliwościom, lektura tej książki okazała się być świetnym przeżyciem. Nie brak tu typowego dla Richelle Mead humoru, a niebezpieczeństwo czai się na każdym kroku. Nie mogę doczekać się, kiedy kolejne tomy wpadną w moje ręce, i mam nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.

Kroniki krwi | Złota lilia | Magia indygo

Wyzwanie: Czytam fantastykę

poniedziałek, 22 lipca 2013

Jessica Brody - "52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca"


Lexington to córka znanego na całym świecie Richarda Larrabee, który zaczynał od zera, a dzięki ciężkiej pracy stał się szefem przynoszącej miliony zysku firmy. Lex, w odróżnieniu od czwórki swojego rodzeństwa, lubi imprezować, a jej twarz nieustannie pojawia się na okładkach kolorowych magazynów. Dziewczyna nie ma praktycznie żadnego kontaktu ze swoim ojcem, który przez całe jej życie pojawiał się w domu sporadycznie, zaś na co dzień Lexi towarzyszyli służący, zastępujący rodziców. Z tego powodu Lexington wręcz odlicza godziny do swojej osiemnastki: wtedy właśnie ma otrzymać fundusz powierniczy opiewający na dwadzieścia pięć milionów dolarów, co równa się dla niej z wolnością i możliwością uwolnienia się od obecnego życia. Wypadek samochodowy, którego sprawczynią jest Lex, diametralnie odmienia jej sytuację: Richard Larrabee postanawia odroczyć wypłacenie córce przysługujących pieniędzy, by przez najbliższe pięćdziesiąt dwa tygodnie poznała smak prawdziwej pracy - na każdy tydzień przypadnie inny zawód. Jak w obliczu takiej sytuacji poradzi sobie nastolatka, która nigdy nie trzymała w ręku kija od szczotki, a wszyscy zawsze jej usługiwali i byli na każde skinienie? Z pewnością nie będzie to łatwe zadanie, i choć Lexi jest wściekła, postanawia zacisnąć zęby i przetrwać najbliższych dwanaście miesięcy - a potem pożegnać się z ojcem raz na zawsze.

Na premierę tej książki czekałam od chwili, w której zobaczyłam ją wśród lipcowych zapowiedzi. Patrząc na opis i okładkę, liczyłam na parę godzin lekkiej i przyjemnej lektury, która umili mi znoszenie wakacyjnych upałów. Okazało się, że „52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca” to wszystko to i jeszcze więcej - naprawdę, już dawno tak świetnie nie bawiłam się podczas czytania.

„- I jak? Dasz radę się włamać?
- Nie! - krzyknęłam. - Nie wiem, jak się rozwala zamki. Ty wiesz?
- A jak myślisz?
- Czyli nie uczą was tego na studiach? - odparłam z wyrzutem.
- Chyba akurat tego dnia byłem chory.”

Narratorką utworu jest jego główna bohaterka, Lexington, co stanowi niemały atut. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to płytka, nieodpowiedzialna dziewczyna, której największym celem w życiu jest zaliczenie jak największej liczby imprez. I przez pewien czas pewnie rzeczywiście taka jest, jednak wraz z kolejnymi miesiącami upływającymi na zwyczajnej pracy, zaczyna pokazywać się prawdziwa twarz Lex: inteligentna, sarkastyczna i wrażliwa osoba, łaknąca akceptacji ze strony chłodnego i wiecznie niewzruszonego ojca. Za sprawą Lexi narracja jest pełna humoru, nie sposób choć raz nie wybuchnąć śmiechem, zapoznając się z tą pozycją.

„52 powody, dla których nienawidzę mojego ojca” to książka, przez którą po prostu się płynie. Oderwanie się od lektury to niemały problem, a ilość stron pozostałych do przeczytania maleje w błyskawicznym tempie. Wciąga niemal od pierwszego zdania, by nie wypuścić ze swych objęć aż do samego końca. Miły akcent stanowią też pojawiające się co jakiś czas e-maile, które urozmaicają treść utworu. 

Czytając powieść autorstwa Jessici Brody kilkukrotnie miałam wrażenie, że trzymam w rękach książkę sensacyjną, a odczucie to nasiliło się szczególnie podczas lektury ostatnich rozdziałów. Utwór łączy w sobie wiele gatunków, co nie pozwala nawet na chwilę nudy. Nie brak tu sporej dawki humoru, nuty obyczaju czy odrobiny romansu, a całości dopełniają świetnie wykreowani bohaterowie, którzy bez wątpienia mogliby istnieć naprawdę. Jak dla mnie: przepis na pozycję idealną. To jedna z ciekawszych premier tego lata, w którą koniecznie trzeba się zaopatrzyć - do księgarni marsz!

piątek, 5 lipca 2013

Yrsa Sigurdardottir - "Statek śmierci"


Otacza cię nieprzenikniona ciemność. Głuchą ciszę przerywa tylko plusk wody i szum fal. Nie wiesz, komu możesz zaufać. Każdy może być mordercą. Musisz zrobić wszystko, żeby przeżyć. Stąd nie ma ucieczki - wszędzie jest tylko lodowato zimna woda, gotowa, by porwać cię w objęcia.

Luksusowy statek dociera w środku nocy do portu w Reykjaviku. Początkowa radość kilku członków rodziny czekających na bliskich szybko zostaje zastąpiona przerażeniem. Jacht jest pusty, w środku nie ma nikogo. Siedem osób - załoga i czteroosobowa rodzina - rozpłynęło się w powietrzu. Nic nie wygląda na uszkodzone, wszystko wydaje się być w najlepszym porządku. Co stało się grupie ludzi, która płynęła do Islandii? Jakie sekrety skrywa owiany złą sławą statek? Co tak naprawdę wydarzyło się podczas rejsu? Wydawać by się mogło, że to pytania bez odpowiedzi, a losy pechowego jachtu przejdą do historii jako jedna z wielu nierozwiązanych zagadek morskich. Czy można jakoś wyjaśnić tę sytuację?

„Statek śmierci” to moje pierwsze spotkanie ze znaną i cenioną pisarką Yrsą Sigurdardottir. Nie sięgam zbyt często po kryminały, jednak lubię od czasu do czasu zrobić wyjątek i przeczytać książkę z tego gatunku. Wybór tej właśnie pozycji okazał się być strzałem w dziesiątkę i sprawił, że zamierzam zdecydowanie częściej zagłębiać się w lekturze tego typu powieści.

Początkowo akcja toczy się dość spokojnie. Czytelnik ma okazję poznać - lub też spotkać po raz kolejny - prawniczkę Thorę, przed którą staje wyzwanie udowodnienia śmierci kilku uczestników rejsu. Pomimo tego, że jest to kolejna część cyklu, nie miałam problemu z odnalezieniem się w fabule. Dzięki dwutorowej narracji, prowadzonej równolegle, można zarówno śledzić wydarzenia przed, jak i po tajemniczym wpłynięciu jachtu o nazwie Lady K. do islandzkiego portu. Sprawia to, że skomplikowaną zagadkę rozwiązuje się równocześnie z Thorą, śledząc początek tragicznej w skutkach podróży, a także jej rozwój. Tym samym poznajemy ludzi, którzy brali udział w rejsie - doświadczonego kapitana Prainna, odnoszących się do obcych z pewną rezerwą Hallego i Loftura, a także Egira, pracownika biurowego, który przypadkiem staje się członkiem załogi, i jego rodzinę: żonę Larę i dwie małe córeczki, Bylgję i Arnę. Odkrycie, jak potoczyły się ich losy nie jest łatwym zadaniem, jednak warto nieco pogłówkować i spróbować dojść do prawdy.

Wraz z biegiem stron fabuła coraz bardziej się rozkręca, a tempo akcji znacznie przyspiesza. Po pewnym czasie zupełnie nie mogłam oderwać się od lektury, choć muszę przyznać, że początkowo szła mi ona dość opornie. Cieszę się, że udało mi się jednak przebrnąć przez początkowe rozdziały, bo czytanie kolejnych stron to sama przyjemność - o ile można tak powiedzieć o śledzeniu losów tajemniczego mordercy. Yrsa zdecydowanie wie, jak stopniowo budować napięcie i wzbudzić uczucie zagrożenia. Nie raz i nie dwa ciarki przeszły mi po plecach, po czym mogłam odetchnąć z ulgą, że zamiast na złowieszczym statku znajduję się we własnym domu. Rozwiązanie zagadki jest trochę pokręcone, jednak po połączeniu poszczególnych elementów układanki staje się logicznym wyjaśnieniem tej nieprawdopodobnej sytuacji. 

„Statek śmierci” okazał się być nadzwyczaj satysfakcjonującą lekturą, zachęcającą mnie do zapoznania się z pozostałymi książkami Yrsy, a także do częstszego sięgania po kryminały. Ta pozycja dostarczyła mi kilku godzin gorączkowego przekręcania stron i nerwowego oglądania się przez ramię. Naprawdę nie wiem, czy gdyby ktoś teraz zaproponował mi rejs statkiem, odważyłabym się wziąć w nim udział. W końcu woda skrywa wiele tajemnic...

Etykiety

Agatha Christie (1) Aisling Juanjuan Shen (1) Akademia Mitu (1) Akademia Wampirów (2) Akcent (1) Akurat (1) Albatros (2) Alexander Gordon Smith (1) Ally Condie (1) Alyson Noel (2) Amanda Hocking (1) Amazonka (1) Amber (12) Amie Kaufman (1) Amy Kathleen Ryan (1) Amy Meredith (1) Andy Weir (1) anime (1) Anja Snellman (1) Anne Bishop (1) Anne Cassidy (2) antyutopia (8) ArsMachina (2) Asia Bibi (1) Audeo (1) Bellona (1) Beth Revis (3) biografia (1) Bree Despain (3) Brodi Ashton (1) Bukowy Las (10) Bullet Books (1) C. R. Zafón (1) C. S. Lewis (1) C. W. Gortner (2) Carol Rifka Brunt (1) Carrie Ryan (1) Cassandra Clare (4) Celine Kiernan (3) Charlaine Harris (2) Charlee Fam (1) Charlotte Bronte (1) Chemiczne Światy (1) Christina Baker Kline (1) Claire North (1) Colleen Hoover (1) Colleen Houck (2) Cora Carmack (1) Córki Księżyca (1) Czarna owca (3) Czwarta strona (1) czytnik (1) Danielle L Jensen (1) Dary Anioła (2) Denise Kiernan (1) Diabelskie Maszyny (2) Diane Chamberlain (2) Dobrani (1) Dolnośląskie (14) Dorota Katende (1) Dreams (2) dystopia (1) Dziewczyny nie płaczą (1) e-book (1) E. Lockhart (1) Egmont (5) egzemplarz recenzencki (70) ekranizacja (2) Elizabeth Chandler (1) Elizabeth Gaskell (2) Emily Giffin (1) Emmy Laybourne (1) Erica Spindler (1) erotyczna (2) Esprit (4) Eve Silver (1) Fabryka słów (7) fantastyka (37) Federico Moccia (1) Feeria (2) film (3) Foka (1) Galeria Książki (5) Gra (1) GWF (4) GWP (1) Hakan Nesser (1) Hanna Cygler (1) Herkules Poirot (1) historyczne (3) horror (2) Initium (1) inne (22) Isabell Pfeiffer (1) J. K. Rowling (1) Jaguar (18) Jakub Ćwiek (1) Jana Frey (1) Janet Evanovich (3) Jennifer Clement (1) Jennifer E. Smith (1) Jennifer Estep (1) Jennifer Niven (1) Jenny Downham (1) Jessica Brody (1) Jo Nesbø (1) Joanna M. Chmielewska (2) Jodi Picoult (5) Joelle Charbonneau (1) John Green (1) John Lennon (1) John Marsden (4) Josephine Angelini (1) Julie Cross (1) Julie Kagawa (1) Jutro (4) Karol Lewandowski (1) Karolina Wilczyńska (1) karty (1) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (1) Katja Millay (1) Kelly Creagh (2) Kendare Blake (1) Kerstin Gier (3) Kevin Wilson (1) Kiera Cass (4) Kindle (1) Klątwa tygrysa (2) Kody Keplinger (1) konkurs (2) Królestwa Nashiry (1) kryminał (6) Książnica (2) L. A. Weatherly (1) Las Zębów i Rąk (1) Lauren Barnholdt (1) Lauren DeStefano (1) Lauren Kate (1) Lauren Oliver (4) Legenda (1) Libba Bray (2) Licia Troisi (1) Lisa Renee Jones (2) Lisa Scottoline (1) literatura faktu (3) literatura polska (24) literatura zagraniczna (216) Lois Lowry (1) losowanie (1) Lubimy Czytać (1) Lucy Ferriss (1) Lynne Ewing (1) Mag (7) Maggie Stiefvater (1) Mak Verlag (1) Mała Kurka (2) Mara Dyer (2) Mari Jungstedt (1) Marianne Curley (1) Marie Lu (1) Marie Rutkoski (1) Marissa Meyer (1) Mark Blake (1) Marquez (1) Marta Stefaniak (1) Matras (4) Mats Strandberg (1) Max Brooks (1) Meagan Spooner (1) Media Rodzina (1) Megan Whalen Turner (2) Melinda Salisbury (1) Melissa de la Cruz (1) MG (6) Michael Grant (1) Michelle Corasanti (1) Michelle Hodkin (2) Mira (5) młodzieżowe (10) Monument 14 (1) Moondrive (3) Morgan Matson (1) Muza (5) muzyka (1) Na Kanapie (1) Nalini Singh (2) Naomi Novik (1) Nasza Księgarnia (7) Nevermore (2) new adult (1) Nicholas Sparks (2) Nieśmiertelni (1) Niezgodna (1) Niezwyciężona (1) Nina Reichter (1) non fiction (1) Novae Res (9) nowości i zapowiedzi (1) obyczajowe (23) Olga Rudnicka (1) Orphan black (1) Oscar Wilde (1) Otwarte (16) Papierowy Księżyc (2) Papierowy Motyl (1) Paradoks (2) Pascal (2) Penguin (1) Piąta fala (1) po angielsku (1) podsumowanie (24) Poligraf (1) poradnik (2) postapokaliptyczna (4) Promic (1) Prószyński i S-ka (32) przygodowe (1) Publicat (13) PWN (1) Querida poleca (1) Rachel Ward (1) Rainbow Rowell (1) Rebecca Donovan (1) Rebis (5) rekomendacje (1) Remi (1) Replika (2) Richelle Mead (3) Rick Riordan (1) Rick Yancey (1) Robin Bridges (1) Saga księżycowa (1) Samanta Shannon (1) Sandra Gulland (1) Sara B. Elfgren (1) Sara Grant (1) Sara Shepard (1) Sarah J. Maas (1) Sarah J. Mass (1) Sarah Waters (1) science fiction (2) serial (2) Simon & Schuster (1) Solomon Northup (1) Sonia Draga (1) Sophie Hannah (1) SQN (4) Stentor (2) Stephanie Perkins (1) Stephen Chbosky (1) Stephen King (2) stosik (37) Strażnicy Veridianu (1) Studio Astropsychologii (1) survival (1) Szklany tron (2) Sztukateria (14) Świat książki (4) tag (2) Tahereh Mafi (1) Tammara Webber (2) Tania książka (1) Telbit (1) The Beatles (1) thriller (1) Tricia Rayburn (1) Trylogia czasu (3) Trylogia Moorehawke (3) Upadli (1) Uroboros (3) Veronica Roth (3) W. A. B. (1) W.A.B (1) Weltbild (1) Wilga (3) Włóczykijka (5) Woblink (2) Wydawnictwo Literackie (1) wymianka (1) wyzwanie (1) YA! (4) young adult (13) Young adults (4) Yrsa Sigurdardottir (1) z bibliotecznej półki (8) z własnej półki (79) zapowiedzi (8) Zielona sowa (3) Znak (7) zombie (1) Zysk i S-ka (2) Żelazny Dwór (1)