niedziela, 26 lutego 2012

Courtney Allison Moulton - "Anielski ogień"



Skradasz się ciemną ulicą. Uważnie rozglądasz się wokół. Twoje zmysły się wyostrzają. Chcesz zauważyć demona, zanim on zobaczy Ciebie. Jesteś gotowa do walki. Nagle słyszysz ruch. Wstrzymujesz oddech, odwracasz się na pięcie i zadajesz pewny cios.
„Zacisnęłam zęby, a z kling moich mieczy popłynął anielski ogień. Tylko on mógł zabić kosiarza i tylko ja mogłam posługiwać się tą bronią. Ogień rozświetlił piwnicę białym światłem, kosiarz jednak wycofał się poza jego blask.”
Ellie to przeciętna nastolatka. Uwielbia imprezy i spotkania z przyjaciółmi, marzy o własnym samochodzie i choć odrobinie akceptacji ze strony oschłego ojca. Jedyne, co wyróżnia ją spośród rówieśników, to powtarzające się co noc koszmary, w których walczy z przerażającymi demonami. Jej życie ulega zmianie, gdy pewnego dnia spotyka Willa: chłopaka, którego mgliście skądś pamięta, nie wie jednak, skąd. Dziewczyna szybko dowiaduje się, że jest mitycznym Preliatorem, którego zadaniem jest walka z mrocznymi kosiarzami. Początkowo Ellie nie chce wierzyć w słowa Willa, który mówi, że losy świata są teraz w jej rękach, jednak z biegiem czasu nastolatka odkrywa w słowach chłopaka coraz więcej prawdy. I choć wolałaby pozostać zwykłą dziewczyną przejmującą się co najwyżej klasówką z ekonomii, wie, że musi stawić czoła swemu przeznaczeniu.
„Nigdy wcześniej koszmar nie wydawał mi się taki prawdziwy: w mojej głowie, na skórze i w sercu.”
Pierwszy elementem „Anielskiego ognia”, który rzuca się w oczy, to schematyczność. Chyba wszyscy znamy tę historię: dziewczyna spotyka chłopaka, który wyjawia jej prawdę dotyczącą jej przeznaczenia. Courtney Allison Moulton nie obroniła się przed powielaniem schematów. Debiut autorki rozpoczyna się dobrze znanym motywem, raczej niczym więcej czytelnika nie zaskakując. Jest tu prosta walka dobra ze złem i musząca stawić czoło demonom nastolatka. Nic oryginalnego, prawda?

Nie jest jednak tak, że powyższa powieść nie posiada żadnych plusów. Byłoby krzywdzące, gdybym chociaż nie wspomniała o lekkim i przyjemnym w odbiorze piórze autorki oraz pojawiającym się co i rusz poczuciu humoru. Za sprawą tych detali fabuła staje się bardziej interesująca, lecz nie na tyle, by czytelnik nie mógł w dowolnej chwili odstawić książki na półkę, nie zadręczając się przy tym myślami o ciąg dalszy opowieści.

Bohaterowie specjalnie nie zaskakują, ale wzbudzają sympatię. Zdecydowanym atutem „Anielskiego ognia” są liczne sceny walki, dzięki którym w historii nie ma miejsca na nudę. Podczas lektury wielokrotnie odnosiłam jednak wrażenie, że Ellie zbyt łatwo sobie radzi z różnymi sprawami. Fakt, iż jest Preliatorem przyjęła bez większych oporów, a jej rodzice zbytnio nie przejmowali się tym, że ich córka wciąż rozbija nowy samochód. Są to drobne szczegóły, lecz wprowadzają one w irytację, psując zabawę z czytania.

Mimo wszystko nie spisuję autorki „Anielskiego ognia” na straty. Jak na debiut, jest to pozycja całkiem niezła, jednak podążanie dawno utartymi już schematami z pewnością nie przysporzy pani Moulton uznania. Pomimo wielu minusów chętnie zapoznam się z kontynuacją historii Ellie, licząc, że autorka jeszcze czymś nas zaskoczy, ponieważ jest to opowieść, w której tkwi potencjał. Jednak to, czy zostanie on należycie wykorzystany, zależy już tylko od Courtney Allison Moulton.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

niedziela, 19 lutego 2012

Krzysztof Bielecki - "Defekt pamięci"



Siedzisz przed maszyną do pisania i gorączkowo zapisujesz kolejne litery. Dzień dobiega końca, więc musisz się pośpieszyć. Nie wiesz już, o czym pisać, więc rozglądasz się dookoła, rozpaczliwie poszukując inspiracji. Musisz stworzyć jeszcze jedną stronę pełną słów, by nie dopuścić do zagłady. Przyszłość milionów leży w Twoich rękach.

Kool Autobee to zwykły człowiek. Pracuje w biurze, niczym się nie wyróżnia. To wszystko ulega zmianie, gdy pewnego wieczoru na szafce nocnej znajduje karteczkę informującą: „Musisz napisać dwie strony tekstu”. Kool początkowo traktuje te słowa jako żart i nie przejmuje się nimi – do czasu. Gdy następnego ranka włącza telewizor i dowiaduje się o kataklizmach, które niedawno miały miejsce, czuje, że jest to w jakiś sposób związane z niewypełnieniem powierzonego mu zadania. Nie chce, by podobna sytuacja się powtórzyła, postanawia więc zastosować się do polecenia. Szybko okazuje się, że jest więcej takich jak on. Piszący, bo tak się nazywają, muszą wyrabiać dzienną normę dwóch, dziesięciu lub stu stron, by nie dopuścić do różnego rodzaju sytuacji. Kool nie chce pogodzić się z położeniem, w którym się znalazł, próbuje odnaleźć jego przyczynę. I tak zostaje wciągnięty w grę pełną paradoksów i niedomówień.
„Podświadomość często płata nam figle. Pomieszało ci się to, co zmyślone z tym, co prawdziwe. Taki defekt pamięci.”
Do „Defektu pamięci” podchodziłam raczej ostrożnie. Z jednej strony zaciekawił mnie opis, ale z drugiej nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Postanowiłam jednak zaryzykować i zapoznać się z obco brzmiącym tytułem. Jak wypadło to spotkanie?

Muszę przyznać, że już dawno nie czytałam książki z tak pokręconą fabułą, gdzie nie wiadomo, co naprawdę miało miejsce, a co jest jedynie wytworem wyobraźni bohatera. Granica między fantazją a rzeczywistością jest tu bardzo cienka. Autor nie raz i nie dwa zaskakuje czytelnika wydarzeniami, o których nie można jednoznacznie powiedzieć, czy są realne czy też nie.

W utworze występuje wielu bohaterów, a każdy ma inną, wyrazistą osobowość. Jest tu człowiek jedzący skręty oraz mężczyzna o srebrnej skórze. Główna postać wzbudza wyobraźnię odbiorcy, dzięki czemu lektura staje się przyjemniejsza.

Styl Krzysztofa Bieleckiego również przypadł mi do gustu. Jest on lekki, plastyczny i łatwy w odbiorze. Autor dał pole do popisu swej wyobraźni, która zaskoczy niejednego czytelnika.

„Defekt pamięci” to niewielka objętościowo książka, jednak zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Mam nadzieję, że Krzysztof Bielecki w przyszłości jeszcze czymś nas zaskoczy i wkrótce ponownie o nim usłyszymy.

Za „Defekt pamięci” serdecznie dziękuję autorowi!

Zapraszam również na stronę książki - klik.

czwartek, 16 lutego 2012

Małgorzata Warda - "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele"



Przed Twoimi oczami pojawiają się obrazy, choć usilnie starasz się wyprzeć je z pamięci. Nie dajesz jednak rady i nagle znów przeżywasz swój największy koszmar, o którym tak bardzo chcesz zapomnieć. Czujesz poczucie winy, wstyd i odrętwienie. Wciąż starasz się ich pozbyć, ale bezskutecznie. Będą z Tobą już zawsze.

Ania i Aaron to niezwykle zżyte ze sobą rodzeństwo. Nie mają nikogo poza sobą: ojciec od wielu lat nie żyje, a matka całe dnie spędza zamknięta w swoim pokoju. Kiedy ich rodzicielka ponownie trafia do szpitala, rodzeństwo trafia pod opiekę cioci Gabrysi. W nowym domu dochodzi do tragicznych sytuacji z udziałem Aarona i partnera ciotki, Andrzeja. Ania i jej starszy brat mogą polegać tylko na sobie. Nie mają zbyt wielu przyjaciół; Anna jest wyśmiewana w szkole, wszyscy za jej plecami szepczą o chorej matce, która nie potrafi zająć się własnymi dziećmi. Pewnego dnia dziewczyna zgłasza policji, że została zgwałcona, a sprawcą przestępstwa jest Aaron. Jednak czy to prawdziwe zeznanie? Jak długo można tkwić w wyniszczającej sieci kłamstw i bólu?

Nie podchodzę zbyt chętnie do dzieł polskich autorów. Parokrotnie zraziłam się do twórczości rodzimych pisarzy, dlatego nie potrafię się do niej przekonać. Od czasu do czasu staram się jednak zmienić zdanie i sięgam po powieści spod pióra polskich autorów. Tym razem wybór padł na „Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele”. Czy była to słuszna decyzja?

Małgorzata Warda w swej książce porusza niezwykle ważną, a zarazem trudną tematykę: przemoc, wykorzystywanie, depresję. Swych bohaterów poddaje wielu ciężkim sytuacjom, z których nie sposób wyjść bez szwanku. Początkowo utwór ten kojarzył mi się z twórczością Jodi Picoult, głównie z powodu sposobu prowadzenia narracji oraz poruszanej problematyki. Później jednak uczucie to zaczęło zanikać, a ja całkowicie pogrążyłam się w świecie wykreowanym przez autorkę.

Postaci są bardzo plastyczne. Podczas lektury wręcz widzimy je przed oczami. Moją sympatię zdobył zwłaszcza Aaron, który intrygował mnie od początku. Jest to wielowymiarowy bohater, którego życie uczyniło takim, a nie innym. Polubiłam również zagubioną i zależną od brata Anię, starającą się pomagać Aaronowi w każdy sposób.

Fabuła „Dziewczynki…” prowadzi ku zakończeniu może nie tyle zdumiewającemu, co zmuszającemu do myślenia. Jest to otwarty koniec, więc czytelnik może tak naprawdę dopowiedzieć dalszy ciąg historii rodzeństwa. Za sprawą tego zabiegu o powieści nie można przestać myśleć.

Małgorzata Warda pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się takiej opowieści. To, co otrzymałam, jest zachwycające i przerażające zarazem. Chętnie sięgnę po pozostałe powieści tej autorki i mam nadzieję, że jeszcze o niej usłyszymy. Właśnie tak trzeba pisać o trudnych tematach: z prostotą, ale zarazem głęboko i w sposób poruszający odbiorcę. Taka właśnie jest „Dziewczynka…”: wzruszająca i porażająca. Idealna.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka!

niedziela, 12 lutego 2012

Lucy Christopher - "Uprowadzona"



Nagle się budzisz. Chcesz usiąść, ale nie możesz. Rozglądasz się dookoła. Nie rozpoznajesz miejsca, w którym się znajdujesz. Zaczyna kręcić Ci się w głowie. Zamykasz oczy. Wtem słyszysz głos – niby obcy, ale też odrobinę znajomy… Zmuszasz się do podniesienia powiek, choć wymaga to od Ciebie nadludzkiego wysiłku. Widzisz twarz, którą mgliście kojarzysz… ale skąd? Wpadasz w panikę. Gdzie jesteś? Kim jest ten człowiek? Dociera do Ciebie okrutna prawda: zostałaś porwana. Czy kiedykolwiek zdołasz się stąd wydostać?
„Pamiętam też przebudzenie. I upał. Szarpał mnie za gardło, próbował nie dać mi odetchnąć. Chciałam znowu stracić przytomność. I jeszcze ból… mdłości.”
Szesnastoletnia Gemma to całkiem zwyczajna dziewczyna. Ma lecieć z rodzicami do Wietnamu. Na lotnisku w Bangkoku kłóci się z nimi i idzie kupić kawę, by ochłonąć. Tam spotyka wysokiego przystojniaka, który stawia jej napój. Nastolatka, początkowo trochę nieufnie, nawiązuje rozmowę z nieznajomym. Słucha słów chłopaka, a po chwili zaczyna źle się czuć. Silne ramiona podtrzymują ją, gdy wychodzi z kawiarni. Kręci jej się w głowie, nie wie do końca, co się z nią dzieje. Kiedy w końcu dobre samopoczucie wraca, Gemma znajduje się w zupełnie obcym miejscu. Szybko okazuje się, że dziewczyna została porwana przez chłopaka z lotniska, Tylera. Dziewczyna jest przerażona, chce jak najszybciej wrócić do domu, jednak od tej chwili jej jedyną deską ratunku staje się porywacz.

Wydaje się, że nie ma żadnych szans na ucieczkę. Nastolatka wylądowała pośrodku niczego. Od teraz upalna, bezlitosna Australia stanie się jej domem. Mimo przeciwności losu Gemma nie chce się poddać i próbuje wydostać się z obcego miejsca. Tęskni za rodziną, czuje przerażenie. Jednakże wszelkie próby ucieczki kończą się fiaskiem. Czy jest jeszcze nadzieja, że kiedyś uda jej się wydostać z rąk Tylera?
„- Gdzie jestem? (…) - Jesteś tutaj – powiedziałeś. – Jesteś bezpieczna.”
Początkowo dziewczyna jest tylko przerażona. Później dochodzi jeszcze złość, która motywuje ją do działania. Potem jednak do negatywnych uczuć docierają też pozytywne. Im więcej czasu nastolatka spędza z porywaczem, tym lepiej go poznaje, zaczyna mu współczuć, wkrótce również trochę lubić. Między Gemmą a Tylerem wytwarza się coraz silniejsza więź, która nie pozwala dziewczynie na kategoryczną nienawiść w stosunku do oprawcy.
„A ja czułam w brzuchu motyle. Drżące skrzydła wielkich ciem. Bez trudu mnie schwytałeś, przyciągnąłeś do siebie, jakbym już tkwiła w klatce.”
„Uprowadzona” to pozycja, która nie zachęca okładką. Utrzymana w różowych kolorach, z zarysem dziewczęcej twarzy, z kajdankami, kluczem i motylami przywodzi na myśl raczej kiczowaty romans niż wyjątkową historię. Nie wolno jednak oceniać książki po okładce i ten utwór jest na to idealnym przykładem.

W swej powieści Lucy Christopher przedstawia historię zwykłej nastolatki, której życie z dnia na dzień obraca się o sto osiemdziesiąt stopni, i to bynajmniej nie z powodu jakichś nadprzyrodzonych zjawisk. Zostaje ona uprowadzona przez przystojnego chłopaka. Cała opowieść jest niezwykle wstrząsająca, a najbardziej porusza w niej to, że taka „przygoda” mogła przydarzyć się każdemu: mnie, Tobie czy któremuś z naszych znajomych. Kiedy słyszymy o porwaniach, nie myślimy, że w takiej sytuacji moglibyśmy znaleźć się my. Wydaje się to zupełnie abstrakcyjne. Jednak wcale tak nie jest.
„To było tak, jakbym wyszła prosto na tamten świat. Tylko tutaj nie było aniołów.”
Narracja prowadzona jest w formie listu. Gemma pisze do swojego porywacza, opowiada mu o swoich uczuciach, streszcza wszystko, co zapamiętała. Doskonale oddaje swoje emocje, wyznaje mu swoje lęki i obawy. Ten zabieg dodatkowo wyróżnia „Uprowadzoną” spośród innych książek. Bo jak często mamy okazję przeczytać tak niezwykły list?
„Pamiętam dotyk skóry. To dziwne, pamiętać dotyk lepiej niż myśli. Ale ciągle go czuję w palcach.”
Ta pozycja wciąga już od pierwszych stron. Gdy tylko zaczęłam lekturę, wiedziałam, że nie będę w stanie się od niej oderwać. Czytałam i czytałam, chłonąc z otwartymi oczami historię porwanej dziewczyny. Akcji nie sposób przewidzieć, wiele scen jest wstrząsających. Tej opowieści nie można wyrzucić z pamięci. Wciąż wracam myślami do tego, co przydarzyło się Gemmie. Podczas lektury cały czas zastanawiałam się, co zrobiłabym na jej miejscu, jak bym się zachowała, jak postąpiła.

Pod wpływem tego utworu zaczęłam zastanawiać się również, jak czują się rodziny uprowadzonych. Każdy dzień mija im pod znakiem rozmyślań o zaginionej osobie. Jak można żyć, nie wiedząc, gdzie znajduje się rodzic, dziecko, przyjaciel? Nie wiedząc, czy jeszcze kiedyś zobaczymy tego człowieka?

„Uprowadzona” to historia, którą po prostu trzeba przeczytać. To powieść obowiązkowa dla każdego, niezależnie od wieku. Tak niezwykłej lektury można szukać ze świecą w ręku.
„- Ludzie kochają to, co czego są przyzwyczajeni. - Nie. (…) Ludzie powinni kochać to, co potrzebuje miłości. W ten sposób mogą to uratować.”
***
Dziś mija rocznica prowadzenia tego bloga. Początkowo obawiałam się, że mój słomiany zapał da o sobie znać, ale cieszę się, że stało się inaczej. Chciałabym podziękować Wam za to, że czytacie moje wypociny już tyle czasu. :) 

czwartek, 9 lutego 2012

Susan Wiggs - "Obudzić szczęście"



Los nie raz i nie dwa płata nam figle. Jest on zupełnie nieprzewidywalny i choć możemy planować, co będziemy robić jutro, za tydzień czy rok, nigdy nie możemy mieć pewności, że nasze zamiary się spełnią i wszystko ułoży się po naszej myśli. Często dzieje się coś zupełnie niespodziewanego, coś, co wywraca nasze życie do góry nogami. Czy z takich nagłych zmian może wyniknąć coś dobrego?

Sarah Daly – autorka komiksów – mieszkała wraz z mężem, Jackiem, w wietrznym Chicago. Kiedy ciężka choroba Jacka minęła, małżeństwo zaczęło usilnie starać się o dziecko – początkowo „tradycyjną” metodą, później Sarah zaczęła odwiedzać klinikę. Cały świat kobiety runął, gdy pewnego deszczowego dnia nakryła męża z kochanką. Wtedy Sarah uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie była szczęśliwa w związku, w którym coraz bardziej brakowało miłości, zasłaniając się marzeniem o potomstwie. Kobieta postanowiła wziąć przykład z bohaterki jej komiksów, szczerej i niezależnej Shirl. Wyprowadziła się z domu, zostawiając za plecami zimne Chicago. Jednak przeszłość nie daje o sobie zapomnieć…
„Jak to jest z tą miłością? Wystarczy chwila, by umarła? Jest i nagle przestaje istnieć, jak człowiek, któremu kula przeszywa serce?”
Sarah wraca do rodzinnego miasteczka, odnawia stare przyjaźnie i nawiązuje nowe, spędza też więcej czasu z rodziną. Składa pozew o rozwód, powoli godzi się ze stratą dawnej codzienności i zaczyna na nowo układać sobie życie. Zbliża się do swej licealnej miłości, Willa. I kiedy wydaje się, że wszystko wraca do normy, okazuje się, że Sarah jest w ciąży z byłym mężem. A on wcale nie zamierza tak łatwo odpuścić.
„Miłość przychodzi, kiedy jest na nią pora, nie wtedy, gdy jesteś na nią gotowa.”
To było moje pierwsze spotkanie z Susan Wiggs. Wcześniej zbyt wiele o niej nie słyszałam, choć jej nazwisko kilkakrotnie obiło mi się o uszy. Do lektury skusiła mnie głównie okładka i rekomendacja jednej z moich ulubionych pisarek, Jodi Picoult. Kiedy zobaczyłam te dwa elementy wiedziałam, że muszę przeczytać tę pozycję.

„Obudzić szczęście” to powieść obyczajowa. Po tego typu książki sięgam raczej rzadko, a kiedy już to robię, mam całkiem spore wymagania. Sporo oczekiwałam po tym utworze. Czy słusznie?

W powyższej pozycji przewija się wielu bohaterów: pozbawiona pewności siebie Sarah, odważny i troskliwy Will czy też egoistyczny Jack. Każdy z nich wzbudza jakieś emocje. Najbardziej polubiłam June i May, wiekowe bliźniaczki. Te dwie starsze panie chyba każdemu poprawiłyby humor. Niemal od razu zapałałam do nich sympatią.

Susan Wiggs pisze prostym, lekkim językiem, co sprawia, że książkę czyta się przyjemnie i z łatwością. Dodatkowy plus stanowią umilające czas rysunki z Shirl w roli głównej. Te komiksy idealnie wpasowują się w historię Sarah i niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy.

W „Obudzić szczęście” dużo się dzieje, zawirowania w życiach bohaterów przykuwają uwagę. Odniosłam jednak wrażenie, że pewne sytuacje są nieco przerysowane, lecz nie stanowi to większego problemu. To powieść niezwykle optymistyczna, której głównym przesłaniem jest to, że powinniśmy dążyć w poszukiwaniu własnego szczęścia, nie pozwalając innym na rządzenie naszym życiem. Susan Wiggs przedstawiła wszystko odrobinę bajkowo, ale to jedynie wzmacnia wiarę w to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Powinniśmy po prostu obudzić szczęście i cieszyć się każdym kolejnym dniem.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Mira!

czwartek, 2 lutego 2012

Louise L. Hay - "Potęga myśli. Odnajdź siłę w sobie"



Każdy z nas ma kiedyś zły dzień. Gdy wszystko toczy się nie tak, jak byśmy chcieli, zaczynamy wątpić w swoje możliwości, jesteśmy przygnębieni i rozdrażnieni… Potrzebne nam wtedy pocieszenie, coś, co podniesie nas na duchu. A co bardziej może pomóc w pozytywnym myśleniu niż słowa wzmacniające wiarę w samych siebie?

Znajdujące się w przyciągającym wzrok pudełku karty to coś w sam raz na taki moment. W opakowaniu znajduje się talia 64 kart, ozdobiona rysunkami i zwiększającymi pewność siebie afirmacjami. Są tu myśli typu: „Zasługuję na to, co najlepsze i przyjmuję to, co najlepsze” czy „Darzę siebie miłością i akceptacją”. Takie wypełnione pozytywną energią słowa poprawiają humor po ciężkim dniu. Na dodatkową korzyść kart działa to, jak zostały wykonane. Na każdej z nich znajdują się żywe kolory, obrazki, budujące wysoką samoocenę teksty. Krawędzie talii ozdobione są złotym paskiem, co przyciąga spojrzenie.

Jak używać kart? Wydaje mi się, że nie ma na to jednej, określonej odpowiedzi. Można losować jedną z nich i czytać afirmację, układać je lub tasować… Co prawda w tym ostatnim może trochę przeszkadzać kształt talii (karty są kwadratowe, więc trochę niewygodnie się je tasuje), jednak nie stanowi to większego problemu.

„Potęga myśli. Odnajdź siłę w sobie” to masa optymistycznych słów, które wywołają niejeden uśmiech na twarzy. Karty z myślami ułożonymi przez Louise L. Hay będą świetnym prezentem. Sposób wykonania nie budzi zastrzeżeń, to samo tyczy się afirmacji. Talia ta dostarczy kilku godzin rozrywki, pomoże się odprężyć, uspokoić i uwierzyć w siebie. To gadżet dla każdego – w końcu kto nie potrzebuje czasem słów otuchy?

Za karty serdecznie dziękuję wydawnictwu Studio Astropsychologii!

środa, 1 lutego 2012

Agata Rączka - "Pożyczony czas"



Trzęsiesz się z zimna. Lodowate powietrze nie pozwala Ci się rozgrzać. Wszędzie jest ciemno, słychać tylko wycie wiatru. Leżysz na twardej posadzce i przypominasz sobie, dlaczego tu jesteś. Do twoich uszu ponownie docierają głosy, skandujące: „Winna!”. Dla Ciebie nie ma już ratunku. Zamykasz oczy i czekasz na sen.

Czternastoletnia Verz Revenge to jeden z najlepszych detektywów Scotland Yardu. Dziewczyna jest ulubienicą królowej i wraz ze swoim podwładnym, hrabią Seną, z niezmordowaną cierpliwością tropi przestępców. Gdy w Anglii zaczyna grasować Kuba Rozpruwacz, Verz i jej partner mają ręce pełne roboty. W końcu zostają wciągnięci w tajemniczą rozgrywkę, w której wszelkie granice zaczynają się rozmywać.

Agata Rączka to gimnazjalistka, która zadebiutowała powieścią „Anioły upadają pierwsze”. Z pierwszą książką autorki miałam okazję zapoznać się jakiś czas temu. Wtedy byłam wręcz zachwycona przedstawioną w utworze historią. Czy mogę powiedzieć to samo o „Pożyczonym czasie”?

Powyższej powieści nie można do końca dopasować do jednego, konkretnego gatunku. Z opisu wynika, że jest to kryminał, jednak niezbyt zgadzam się z tym stwierdzeniem. Wątek ten jest jedynie tłem do pozostałych wydarzeń. Znajdziemy tu romans, sekret z przeszłości i elementy fantastyczne. I choć zazwyczaj lubię, gdy w czytanej przeze mnie lekturze znajdują się różnorodne motywy, w tym wypadku ten zabieg się nie powiódł.

Gdy zapoznawałam się z treścią „Pożyczonego czasu”, nie mogłam opędzić się od uczucia deja vu. Wciąż myślałam, że przecież skądś już to znam. I rzeczywiście, czytałam już podobną książkę, mianowicie debiut Agaty Rączki. Te dwie pozycje niezbyt się różnią. Miałam wrażenie, że po raz kolejny czytam „Anioły upadają pierwsze”, z innymi tylko bohaterami. W obydwu powieściach akcja toczy się w Anglii, mamy również styczność z wątkiem romantycznym, w którym do końca nie można stwierdzić, czy jest on prawdziwy, czy może to tylko gra głównych postaci. Dodatkowo dobrze znany z debiutu element kryminalny, prowadzona w ten sam sposób narracja… „Pożyczony czas” to utwór jedynie trochę bardziej rozbudowany, dopracowany od poprzednika. Autorka, zamiast zaskoczyć czytelnika nowym, ciekawym pomysłem, powieliła znane z jej poprzedniej książki schematy.

Fabuła osadzona jest w XIX-wiecznej Anglii. Moim zdaniem, jeżeli ktoś chce umieścić akcję w tych właśnie realiach, powinien wykazać się choć najmniejszą wiedzą na ich temat. Zwroty typu „panienko” czy „paniczu” nie wystarczą, by treść nabrała realizmu.

Jest to pozycja, którą przyjemnie się czyta i gdybym nie znała treści „Aniołów…”, prawdopodobnie spodobałaby mi się dużo bardziej. Być może innym „Pożyczony czas” przypadnie do gustu, ja czuję jedynie rozczarowanie.

Recenzja książki „Anioły upadają pierwsze” – klik.

Za „Pożyczony czas” serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!


W prawym górnym rogu bloga znajduje się ankieta. Byłabym wdzięczna, jeżeli oddalibyście  głos. :)

Etykiety

Agatha Christie (1) Aisling Juanjuan Shen (1) Akademia Mitu (1) Akademia Wampirów (2) Akcent (1) Akurat (1) Albatros (2) Alexander Gordon Smith (1) Ally Condie (1) Alyson Noel (2) Amanda Hocking (1) Amazonka (1) Amber (12) Amie Kaufman (1) Amy Kathleen Ryan (1) Amy Meredith (1) Andy Weir (1) anime (1) Anja Snellman (1) Anne Bishop (1) Anne Cassidy (2) antyutopia (8) ArsMachina (2) Asia Bibi (1) Audeo (1) Bellona (1) Beth Revis (3) biografia (1) Bree Despain (3) Brodi Ashton (1) Bukowy Las (10) Bullet Books (1) C. R. Zafón (1) C. S. Lewis (1) C. W. Gortner (2) Carol Rifka Brunt (1) Carrie Ryan (1) Cassandra Clare (4) Celine Kiernan (3) Charlaine Harris (2) Charlee Fam (1) Charlotte Bronte (1) Chemiczne Światy (1) Christina Baker Kline (1) Claire North (1) Colleen Hoover (1) Colleen Houck (2) Cora Carmack (1) Córki Księżyca (1) Czarna owca (3) Czwarta strona (1) czytnik (1) Danielle L Jensen (1) Dary Anioła (2) Denise Kiernan (1) Diabelskie Maszyny (2) Diane Chamberlain (2) Dobrani (1) Dolnośląskie (14) Dorota Katende (1) Dreams (2) dystopia (1) Dziewczyny nie płaczą (1) e-book (1) E. Lockhart (1) Egmont (5) egzemplarz recenzencki (70) ekranizacja (2) Elizabeth Chandler (1) Elizabeth Gaskell (2) Emily Giffin (1) Emmy Laybourne (1) Erica Spindler (1) erotyczna (2) Esprit (4) Eve Silver (1) Fabryka słów (7) fantastyka (37) Federico Moccia (1) Feeria (2) film (3) Foka (1) Galeria Książki (5) Gra (1) GWF (4) GWP (1) Hakan Nesser (1) Hanna Cygler (1) Herkules Poirot (1) historyczne (3) horror (2) Initium (1) inne (22) Isabell Pfeiffer (1) J. K. Rowling (1) Jaguar (18) Jakub Ćwiek (1) Jana Frey (1) Janet Evanovich (3) Jennifer Clement (1) Jennifer E. Smith (1) Jennifer Estep (1) Jennifer Niven (1) Jenny Downham (1) Jessica Brody (1) Jo Nesbø (1) Joanna M. Chmielewska (2) Jodi Picoult (5) Joelle Charbonneau (1) John Green (1) John Lennon (1) John Marsden (4) Josephine Angelini (1) Julie Cross (1) Julie Kagawa (1) Jutro (4) Karol Lewandowski (1) Karolina Wilczyńska (1) karty (1) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (1) Katja Millay (1) Kelly Creagh (2) Kendare Blake (1) Kerstin Gier (3) Kevin Wilson (1) Kiera Cass (4) Kindle (1) Klątwa tygrysa (2) Kody Keplinger (1) konkurs (2) Królestwa Nashiry (1) kryminał (6) Książnica (2) L. A. Weatherly (1) Las Zębów i Rąk (1) Lauren Barnholdt (1) Lauren DeStefano (1) Lauren Kate (1) Lauren Oliver (4) Legenda (1) Libba Bray (2) Licia Troisi (1) Lisa Renee Jones (2) Lisa Scottoline (1) literatura faktu (3) literatura polska (24) literatura zagraniczna (216) Lois Lowry (1) losowanie (1) Lubimy Czytać (1) Lucy Ferriss (1) Lynne Ewing (1) Mag (7) Maggie Stiefvater (1) Mak Verlag (1) Mała Kurka (2) Mara Dyer (2) Mari Jungstedt (1) Marianne Curley (1) Marie Lu (1) Marie Rutkoski (1) Marissa Meyer (1) Mark Blake (1) Marquez (1) Marta Stefaniak (1) Matras (4) Mats Strandberg (1) Max Brooks (1) Meagan Spooner (1) Media Rodzina (1) Megan Whalen Turner (2) Melinda Salisbury (1) Melissa de la Cruz (1) MG (6) Michael Grant (1) Michelle Corasanti (1) Michelle Hodkin (2) Mira (5) młodzieżowe (10) Monument 14 (1) Moondrive (3) Morgan Matson (1) Muza (5) muzyka (1) Na Kanapie (1) Nalini Singh (2) Naomi Novik (1) Nasza Księgarnia (7) Nevermore (2) new adult (1) Nicholas Sparks (2) Nieśmiertelni (1) Niezgodna (1) Niezwyciężona (1) Nina Reichter (1) non fiction (1) Novae Res (9) nowości i zapowiedzi (1) obyczajowe (23) Olga Rudnicka (1) Orphan black (1) Oscar Wilde (1) Otwarte (16) Papierowy Księżyc (2) Papierowy Motyl (1) Paradoks (2) Pascal (2) Penguin (1) Piąta fala (1) po angielsku (1) podsumowanie (24) Poligraf (1) poradnik (2) postapokaliptyczna (4) Promic (1) Prószyński i S-ka (32) przygodowe (1) Publicat (13) PWN (1) Querida poleca (1) Rachel Ward (1) Rainbow Rowell (1) Rebecca Donovan (1) Rebis (5) rekomendacje (1) Remi (1) Replika (2) Richelle Mead (3) Rick Riordan (1) Rick Yancey (1) Robin Bridges (1) Saga księżycowa (1) Samanta Shannon (1) Sandra Gulland (1) Sara B. Elfgren (1) Sara Grant (1) Sara Shepard (1) Sarah J. Maas (1) Sarah J. Mass (1) Sarah Waters (1) science fiction (2) serial (2) Simon & Schuster (1) Solomon Northup (1) Sonia Draga (1) Sophie Hannah (1) SQN (4) Stentor (2) Stephanie Perkins (1) Stephen Chbosky (1) Stephen King (2) stosik (37) Strażnicy Veridianu (1) Studio Astropsychologii (1) survival (1) Szklany tron (2) Sztukateria (14) Świat książki (4) tag (2) Tahereh Mafi (1) Tammara Webber (2) Tania książka (1) Telbit (1) The Beatles (1) thriller (1) Tricia Rayburn (1) Trylogia czasu (3) Trylogia Moorehawke (3) Upadli (1) Uroboros (3) Veronica Roth (3) W. A. B. (1) W.A.B (1) Weltbild (1) Wilga (3) Włóczykijka (5) Woblink (2) Wydawnictwo Literackie (1) wymianka (1) wyzwanie (1) YA! (4) young adult (13) Young adults (4) Yrsa Sigurdardottir (1) z bibliotecznej półki (8) z własnej półki (79) zapowiedzi (8) Zielona sowa (3) Znak (7) zombie (1) Zysk i S-ka (2) Żelazny Dwór (1)