poniedziałek, 31 grudnia 2012

Stos końcoworoczny

Dłuższy czas nie chwaliłam się nabytkami książkowymi, czas więc nadrobić zaległości. :) Tym razem w tle możecie też zobaczyć mojego kociego modela. ;)


Wydaje mi się, że wszystkie książki są dobrze widoczne (+ zdjęcie można powiększyć, klikając na nie :)), dlatego nie będę ich opisywać (czyli przemawia przeze mnie wrodzone lenistwo). Przy okazji chciałabym życzyć Wam udanej zabawy Sylwestrowej, pełnego spełnionych marzeń Nowego Roku oraz mnóstwa ciekawych książek. :)



piątek, 28 grudnia 2012

Bree Despain - "Podarunek śmierci"



Grace Divine dawno nie była w takiej rozsypce. Daniel zamienił się w białego wilka, którego rozpaczliwe nocne wycie zwraca uwagę myśliwych, jej matka trafiła do zakładu psychiatrycznego, a wataha Sirhana coraz bardziej zbliża się do Rose Crest. Na domiar wszystkiego dziewczyna musi wysłać aplikację na studia, o których przez lata marzyła, jednak okoliczności są co najmniej niesprzyjające. Czy z tej ostatniej potyczki uda się wyjść Grace cało?

Poprzednie tomy serii spod pióra Bree Despain szybko stały się jednymi z moich ulubionych książek i byłam niemal pewna, że ostatnia część również mnie zachwyci. Oczekiwanie na finał losów Grace było dla mnie udręką, dlatego gdy „Podarunek śmierci” nareszcie trafił w moje ręce, nie potrafiłam opanować entuzjazmu. Tylko że, jak się szybko okazało, nie ma powodów do zachwytu.

Główna bohaterka, która zdobyła niemałą sympatię z mojej strony w „Dziedzictwie mroku” i „Łasce utraconej”, teraz stała się jakby zupełnie inną osobą. Ze strony na stronę denerwowała mnie coraz bardziej. Gdzieś zniknęła lubiana przeze mnie Grace, a pojawiła się wszechwiedząca, bezmyślna i uważająca się za samowystarczalną dziewczyna. Daniel również nie zdołał uratować swojego dotychczasowego wizerunku. Stracił całą osobowość; parę razy przemknął gdzieś w tle, a gdy w rozwoju wydarzeń stał się postacią niemalże kluczową, dokonywane przez niego wybory były całkiem niewiarygodne. Nie dostrzegłam w nim tej zamiany w silnego, odpowiedzialnego mężczyznę, na barkach którego spoczywa niemała odpowiedzialność, choć autorka bez wątpienia starała się go tak przedstawić. Niestety efekt był wręcz odwrotny.


Fabuła także nie powala na kolana. Początek jest wyjątkowo monotonny i nie zachęca do dalszej lektury, a kolejne zdarzenia są niesamowicie przewidywalne, brak jakiegokolwiek elementu zaskoczenia. Sporą część wydarzeń można spokojnie przewidzieć na początku lektury. Bardzo dotkliwie odczułam też nieobecność wszelkich emocji, może poza nudą i irytacją. Pomimo tego, że głównych bohaterów kilkukrotnie dotknęło uczucie straty, czytelnik raczej nie uświadczy chociażby szczypania oczu czy zwykłego smutku. Śmierć ponoszą tylko te postaci, które w gruncie rzeczy są nieznane lub do których Bree Despain skutecznie zniechęcała odbiorcę przez cały utwór. 

No i ten język. Na palcach jednej ręki mogłabym policzyć strony, na których nie pojawiało się nagminne „normalnie” albo „co nie?”. Podczas lektury niejednokrotnie myślałam, że zaraz oszaleję, miałam ochotę cisnąć książką przez pokój i więcej do niej nie zaglądać. Jak się okazuje, nawet kilkusetletni mnichowie używają typowo potocznego słownictwa. Ciężko pozbyć się wrażenia, że cała powieść została napisana niemal na kolanie, a niektóre wątki zostały rozciągnięte na kilka rozdziałów tylko po to, by zapełnić kolejne kartki.

„Podarunek śmierci” zawiódł mnie na całej linii. To chyba najgorsze zakończenie całej serii, jakie tylko można było wymyślić. Oczekiwałam sporo, to fakt, jednak autorka wpadła we własną pułapkę i nie sprostała wysoko postawionej przez siebie samą poprzeczce. Jestem okropnie rozczarowana, zwłaszcza, że wiązałam z tym tomem spore nadzieje. Żałuję, że przeczytałam tę książkę i tym samym zepsułam swoje pozytywne odczucia dotyczące całej serii. Przesłodzony happy end również nie poprawił wizerunku tej historii. Wszystkim planującym rozpocząć przygodę z Grace Divine radzę, by zatrzymali się na drugiej części i uniknęli gorzkiego rozczarowania, które niesie ze sobą „Podarunek śmierci”.

środa, 26 grudnia 2012

Veronica Roth - "Niezgodna"



Pięć frakcji. Pięć wyborów. Altruizm, Prawość, Erudycja, Nieustraszoność i Serdeczność. Decyzja, która zaważy na całym Twoim życiu. Nie będzie już odwrotu. 

Szesnastoletnia Beatrice, podobnie jak jej rówieśnicy, musi wybrać, który odłam Chicago od dziś będzie jej domem. Po przejściu testu predyspozycji okazuje się, że dziewczyna łączy w sobie cechy charakterystyczne dla różnych frakcji: jest Niezgodna. A Niezgodnych trzeba wyeliminować. Beatrice zachowuje wiedzę o swojej „dysfunkcji” w sekrecie i, wprawiając w zdumienie nie tylko swoją rodzinę, lecz także siebie, dołącza do odważnych Nieustraszonych, pozostawiając dawne życie za sobą.

Już od dłuższego czasu planowałam sięgnąć po tę książkę, jednak skutecznie zniechęcało mnie do tego widniejące na okładce porównanie do „Igrzysk śmierci”. Muszę przyznać, że w ostatnim czasie szerokim łukiem omijam wszelkie powieści podobne do serii autorstwa Suzanne Collins, gdyż zamieszanie i cały szum, który ją otacza sprawił, że moje uczucia wobec „Igrzysk” stają się coraz bardziej negatywne. Mimo wszystko postanowiłam się przemóc i zapoznać się z debiutem Veroniki Roth. Ostatecznie cieszę się, że to zrobiłam, bo choć „Niezgodna” z całą pewnością nie jest wybitną pozycją literatury dystopijnej, to jednak zapewniła mi parę godzin rozrywki.

Największym minusem całego utworu jest w moim odczuciu główna bohaterka. Tris to postać nijaka i zupełnie bezbarwna. Gdyby ktoś mnie poprosił, nie potrafiłabym jej opisać. Beatrice nie ma żadnych cech, które jakoś wyróżniałyby ją z tłumu i sądzę, że właśnie ta przeciętność sprawiła, że nie wzbudziła ona mojej sympatii. Nieprzekonywująca jest też wewnętrzna przemiana dziewczyny - jak dla mnie Tris pozostała tą samą osobą od początku do końca.

Autorka trochę za mało czasu poświęciła na kreację bohaterów, dlatego też odniosłam wrażenie, że wszyscy są do siebie podobni; kolejne postaci zlewały się ze sobą. Najlepiej na tym polu przedstawia się Cztery. Jest też parę innych osób godnych uwagi, lecz nie są one przedstawione na tyle dobrze, by czytelnik mógł je trochę lepiej poznać, a szkoda.

„Niezgodna” nie wyróżnia się specjalnie na tle popularnych ostatnio książek poruszających podobną tematykę. Nie mogłam do końca cieszyć się wymyślonym przez pisarkę światem, gdyż pod wieloma względami jest on łudząco podobny do rzeczywistości znanych mi z innych powieści. Sprawiło to, że co jakiś czas miałam wrażenie déjà vu, po którym następowało olśnienie w postaci tytułu innego utworu literackiego.

Nie jest to jednak powieść nieciekawa. Przedstawiona przez Veronikę Roth historia pochłonęła mnie na tyle, bym zapomniała o otaczającym mnie świecie i na pewien czas pogrążyłam się w codzienności Beatrice. „Niezgodna” to przyjemny utwór, od czasu do czasu wzbudzający szybsze bicie serca. Pomimo kilku minusów autorka pozytywnie mnie zaskoczyła, a ja chętnie sięgnę po kolejne tomy tego cyklu, choć bez większej ekscytacji.

Niezgodna | ZbuntowanaWierna

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Jagoda Wochlik - "Milczące słowa"



On - pozbawiony uczuć wampir z kilkusetletnim stażem, autor popularnych powieści fantasy, wiodący poukładane, pozbawione niespodzianek życie. Ona - łagodna studentka, wieczory spędzająca z grupką przyjaciół w klubie karaoke. Przypadek sprawia, że stają sobie na drodze. Pozornie niemające przyszłości spotkanie sprawi, że codzienność tej dwójki zmieni się nie do poznania.
„W tym momencie była dla niego tylko dźwiękiem - oddechem, biciem serca i szumem krwi, tak głośnym jak nurt rwącej rzeki.”
Zanim zabrałam się za lekturę „Milczących słów”, spotkałam się z wieloma pozytywnymi opiniami na temat tejże książki. Nie ukrywam więc, że spodziewałam się po tym utworze naprawdę wiele. Oczekiwałam, że wbije mnie w fotel, a fabuła zawładnie moimi myślami na dłuższy czas. Rzeczywistość okazała się jednak daleka od oczekiwań, a po skończeniu czytania odłożyłam powieść na półkę z uczuciem zawodu.

Henry Got, czterystuletni wampir. Liczyłam na to, że we wszechogarniającej fali ugrzecznionych krwiopijców, Jagoda Wochlik zaskoczy czytelnika, a wykreowany przez nią bohater będzie wampirem z prawdziwego zdarzenia. Spotkało mnie jednak gorzkie rozczarowanie. Henry jest okrutny, bezwzględny - a przynajmniej takim próbuje przedstawić go autorka. Tyle, że nie do końca jej się to udaje. Koniec końców Got zachowuje się jak zwyczajny człowiek. Postać Zuzanny również pozostawia wiele do życzenia. Zachowanie tej dziewczyny jest pozbawione jakiejkolwiek logiki. Początkowo miałam do niej stosunek całkowicie neutralny, lecz szybko zmieniłam swoje nastawienie, z trudem brnąc przez kolejne strony. Nie byłam w stanie wykrzesać choć odrobiny sympatii wobec Henry'ego i Zuzanny, gdyż ich sposób bycia skutecznie mnie do tego zniechęcał.

Tempo akcji również nie zachwyca. Za dużo miejsca zajmują przemyślenia głównej bohaterki, które dość szybko zaczynają być męczące. Zbyt długo trzeba czekać na to, żeby w końcu coś się wydarzyło. W „Milczących słowach” pełno też od wymuszonego humoru. Jednocześnie utwór ten miał swoje momenty, w trakcie których wracała do mnie nadzieja na to, że jeszcze zdąży mnie ta historia zachwycić. Niestety było ich za mało, by rzeczywiście mogło się tak stać.

Debiut Jagody Wochlik to dla mnie niemałe rozczarowanie. Spodziewałam się intrygującej powieści z mocnym zakończeniem, a otrzymałam jedynie przeciętne czytadło z nieciekawymi postaciami w roli głównej. „Milczących słów” nie polecam - jest wiele innych polskich książek, zdecydowanie bardziej godnych uwagi.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Korzystając z okazji, chciałabym życzyć Wam ciepłych, spokojnych Świąt, jak najwięcej odpoczynku i znalezienia wymarzonych prezentów pod choinką. :)

sobota, 22 grudnia 2012

Jodi Picoult - "Jesień cudów"



Kiedy Mariah White odkrywa, że jej mąż ma romans, czuje, że traci grunt pod nogami. Do tej pory trwała w przekonaniu, że jej małżeństwo jest idealne, jednak przykre wydarzenie każe kobiecie zmienić dotychczasowy punkt widzenia. Mariah stara się nie załamać i powoli ułożyć życie na nowo wraz z siedmioletnią córeczką, Faith. Bardzo szybko okazuje się, że będzie to praktycznie niemożliwe. Dziewczynka zaczyna twierdzić, że ukazuje się jej Bóg. Ponadto Faith uzdrawia chorych i cytuje fragmenty Biblii, choć nigdy wcześniej nawet nie miała jej w ręku. Gdy na ciele dziewczynki pojawiają się samoistnie krwawiące rany - stygmaty? - wieść o jej zdolnościach coraz bardziej się rozprzestrzenia. Przed domem White'ów koczują dziennikarze i ludzie łaknący obecności Faith. Czy dziewczynka mówi prawdę? A może cała ta sytuacja jest wyłącznie wynikiem wybujałej wyobraźni? Kto potrafi dowieść, że siedmiolatka rzeczywiście rozmawia z Bogiem?

Jodi Picoult to jedna z moich ulubionych pisarek. Kiedy sięgam po którąś z napisanych przez nią książek, nigdy tak naprawdę nie wiem, czego mam się spodziewać. Mimo tego za każdym razem jestem przekonana, że czeka mnie nietypowa lektura, wzbudzająca mnóstwo emocji i wątpliwości.
„Jeśli raz doświadczyłeś cierpienia, ono już wie, jak do ciebie trafić.”
„Jesień cudów” to powieść poruszająca nie tylko temat religii i wiary, lecz również bycia rodzicem, zdrady i tego, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla osoby, którą kochamy. Czy istnieją jakieś granice miłości? Autorka ukazuje również reakcje ludzi na wieść o „zdolnościach” Faith, którzy zaczynają być przekonani, że mogą mieć małą dziewczynkę na własność. Podczas gdy tłumy oblegają mieszkanie White'ów, pojawiają się także osoby, które za nadrzędny cel stawiają sobie udowodnienie, iż siedmiolatka kłamie i jedynie próbuje zwrócić na siebie uwagę. Wkrótce na celowniku pojawia się także Mariah, która musi udowodnić wszystkim, że jest matką na tyle dobrą, by mogła zatrzymać córkę przy sobie.

W utworze pojawia się cała plejada wyraziście wykreowanych postaci, spośród których moją uwagę zdobył przede wszystkim Ian Fletcher. Teleateista, zajmujący się demaskowaniem oszustw na tle religijnym, niemal z miejsca zaskarbił moją sympatię. Mężczyzna, próbując dowieść, że Faith to zwyczajna oszustka, ostatecznie wpada we własną pułapkę, odkrywa drugie dno całej sprawy i zaczyna odgrywać ważną rolę w życiu Mariah.

Z każdą kolejną stroną budziła się we mnie coraz większa ciekawość i po prostu nie mogłam doczekać się, kiedy w końcu dotrę do ostatniej kartki i dowiem się, jak pisarka wyjaśni wizje siedmioletniej bohaterki. Wciąż zmieniałam zdanie na temat „objawień” Faith i wymyślałam kolejne teorie, jednakże Jodi Picoult po raz kolejny mnie zaskoczyła, a zaserwowany przez nią finał zostawił mnie z mętlikiem w głowie i sprawił, że ta historia zostanie ze mną jeszcze przez dłuższy czas.

sobota, 15 grudnia 2012

Cassandra Clare - "Miasto zagubionych dusz"



Kiedy Jace znika wraz z Sebastianem, Clary jest gotowa zrobić wszystko, by go odnaleźć. Gdy Clave spycha poszukiwania chłopaka na boczny tor, dziewczyna bynajmniej nie zamierza się poddać. Nie jest w swym postanowieniu sama: Alec i Isabelle tęsknią za bratem i postanawiają znaleźć Nocnego Łowcę niezależnie od konsekwencji. Będzie to jednak trudniejsze zadanie, niż mogłoby się wydawać - Sebastian połączył życie Jace'a ze swoim, zmieniając tym samym chłopaka nie do poznania.
„Spaliłby cały świat, żeby móc wykopać cię z popiołów. Wiem.”
To już piąty tom Darów Anioła, cyklu pokochanego przez mnóstwo czytelników na całym świecie. Nie będę więc wyjątkiem, mówiąc, że również obdarzyłam serię uczuciem, a przez te wszystkie lata niesamowicie zżyłam się z głównymi bohaterami. Po raz kolejny rzeczywistość wykreowana przez Cassandrę Clare zafundowała mi parę nieprzespanych nocy i prawdziwą huśtawkę emocjonalną. Ale...

Tym razem autorka przekazuje narrację większej ilości postaci, dzięki czemu możemy poznać punkt widzenia osób, które w poprzednich częściach pozostawały na drugim planie. Nie można jednakże nie odczuć braku Jace'a i typowego dla niego sposobu bycia. Dziwną metamorfozę przechodzi również Izzy, zupełnie odbiegająca od wizerunku silnej i niezależnej Nocnej Łowczyni, znaną mi z poprzednich tomów cyklu.

Akcja ani na chwilę nie zwalnia, a wydarzenia mkną do przodu, nie dając czytelnikowi wytchnienia. Świat Nefilim stoi na skraju wojny, która może na zawsze odmienić losy świata niewidocznego dla Przyziemnych. Coraz więcej spraw, do tej pory uznawanych za pewnik, ulega całkowitym zmianom. Czas opowiedzieć się za jedną ze stron, co wcale nie będzie łatwym zadaniem.

Po raz kolejny styl Cassandry Clare sprawił, że powyższą książkę czyta się z ogromną przyjemnością. Autorka doskonale kreuje napięcie, a od samej historii po prostu nie można się oderwać. Niemal każdy z bohaterów pokazuje swoją drugą stronę, do tej pory pozostającą w ukryciu.

Nie ukrywam, że moją ulubioną parą w całej serii są Alec i Magnus. I choć pisarka nie oszczędziła praktycznie żadnego związku, miałam nadzieję, niestety płonną, że przynajmniej ta dwójka stawi czoło przeciwnościom losu i przetrwa chwilowy kryzys. Zakończenie „Miasta zagubionych dusz” pozostawiło mnie ze złamanym sercem i mętlikiem w głowie.

Na przedostatni tom cyklu czekałam niesamowicie długi czas. Gdy w końcu powieść trafiła w moje ręce, nie mogłam powstrzymać radości. Teraz jednak trochę żałuję, że mam ją już za sobą - premiera ostatniej części dopiero w 2014 roku. Nie mam pojęcia, jak zapełnić sobie to pełne udręki oczekiwanie na ostateczny finał dziejów Nocnych Łowców, mam jednak nadzieję, że Cassandra Clare zrobi, co w jej mocy, i w zakończeniu historii zapewni swoim fanom ekscytującą jazdę bez trzymanki.


Miasto kości | Miasto popiołów | Miasto szkła | Miasto upadłych aniołów | Miasto zagubionych dusz | Miasto Niebiańskiego Ognia

I proszę, niech mi ktoś wyjaśni, dlaczego wydawnictwo nie zostawiło oryginalnych okładek...

niedziela, 9 grudnia 2012

Charlotte Brontë - "Profesor"



William Crimsworth to młody mężczyzna, który zrywa więzi z arystokratycznymi krewnymi, próbując odnaleźć swą drogę w życiu. Chwilową posadę znajduje u brata, wcześniej niemal zupełnie nieznanego z powodu rodzinnego konfliktu. Szybko okazuje się jednak, że William nie znajdzie oparcia w krewnych - brat jest osobą niesprawiedliwą, okrutną i wykorzystującą innych. Crimsworth porzuca więc ostatniego członka rodziny, jaki mu pozostał, i wyrusza do Brukseli, gdzie ma nadzieję odnaleźć swoje miejsce.
„- Skoro jednak nie ucieka pan przed policją, przed kimże innym pan ucieka? Przed diabłem?
- Przeciwnie, wyszedłem mu na spotkanie.”
„Profesor” to historia, w której Charlotte Brontë zamieściła wątki autobiograficzne. Podobnie jak główny bohater, nauczała angielskiego w szkole w Brukseli, gdzie także zaznała miłości. Jednakże jej uczucie nie miało racji bytu, ponieważ obiektem uczuć Charlotte był żonaty właściciel szkoły - a to, jak wiadomo, nie mogło mieć szczęśliwego zakończenia.

Uwielbiam XIX-wieczną literaturę i z chęcią sięgam po powieści, które powstały w tamtym okresie czasu. W związku z tym niełatwo było mi powstrzymać entuzjazm, gdy zabierałam się za czytanie książki spod pióra Charlotte Brontë. Jak się okazało, miałam nieco zbyt wygórowane oczekiwania wobec tego utworu, który co prawda okazał się być intrygującą lekturą, jednak nie pozbawioną wad.

William Crimsworth, główny bohater opowieści, to człowiek ambitny i uparty. Nie stroni od ciężkiej pracy czy skromnego życia, jest gotowy do wyrzeczeń. Mimo wielu starań nie udało mi się obdarzyć go sympatią. Odniosłam wrażenie, że mężczyzna był przekonany o swojej wyższości względem pozostałych ludzi i uważał się za lepszego od innych. Zabrakło mi również większych emocji; miałam nadzieję, że pokocham całą historię, przedstawionych w niej bohaterów, a przez dłuższy czas po zakończeniu czytania będę wracać myślami do wydarzeń zawartych w „Profesorze”. Niestety tak się nie stało, a choć lektura przypadła mi do gustu, nie mogę powiedzieć, że jestem w pełni usatysfakcjonowana.
„Być może sądzi pan, że wygląda na rozumnego i wytwornego; niechże pan wystawi na sprzedaż swój umysł i wyrafinowanie i proszę mnie potem powiadomić listownie, ile też ludzie gotowi są za nie zapłacić.”
Do największych zalet utworu zdecydowanie należy plastyczny język i nastrój oddający klimat epoki. Te dwa elementy mnie zachwyciły, żałuję jednak, że nie mogę powiedzieć tego o całym utworze. Mimo wszystko jestem pewna, że powieść ta spodoba się miłośnikom gatunku. Pozostałym polecam zapoznanie się z innymi dziełami autorstwa Charlotte i jej sióstr.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu MG.

sobota, 1 grudnia 2012

S. J. Watson - "Zanim zasnę"



Budzisz się i nie wiesz, gdzie jesteś. Znajdujesz się w nieznanym miejscu, otoczona przez meble i przedmioty, które widzisz po raz pierwszy w życiu. Na dodatek obok Ciebie leży zupełnie obcy mężczyzna. Szybko wstajesz, znajdujesz łazienkę i patrzysz w lustro, z którego spogląda na Ciebie nieznajoma twarz.
„Wtedy właśnie dociera do mnie przebłysk, który łączy ze wspomnieniem. Mój umysł próbuje go pochwycić, ale przebłysk ulatuje niczym pyłek porwany przez powiew i pojmuję, że w moim życiu jest jakieś wtedy”.
Dwadzieścia lat temu Christine uległa tragicznemu w skutkach wypadkowi. Od tego czasu kobieta cierpi na rzadką odmianę amnezji. Z tego powodu Christine nie ma żadnych wspomnień, a każdy kolejny dzień jest dla niej białą kartką. Mogłoby się wydawać, że jej codzienność wypełnia rutyna, jednak to tylko pozory. Szybko okazuje się, że co rano kobieta, w tajemnicy przed mężem, odbiera telefon od swojego neuropsychologa, który przypomina jej o dzienniku ukrytym w szafie. Christine opisuje w nim bieżące wydarzenia, a także to, czego udaje jej się dowiedzieć o samej sobie od męża. Kobieta codziennie czyta swoje notatki i stara się przypomnieć, jakie życie wiodła przed wypadkiem, który wywrócił wszystko do góry nogami. Zapiski wzbudzają niepokój Christine i popychają ją do tego, by na własną rękę dowiedzieć się, jak naprawdę wyglądało minione dwadzieścia lat. Rzeczywistość okazuje się całkowicie odmienna od wyobrażeń...

„Zanim zasnę” to bez wątpienia pomysłowy, dobrze skonstruowany thriller psychologiczny. Choć nieco wcześniej można domyślić się, kto pełni rolę czarnego charakteru, nie zmniejsza to napięcia panującego na stronach powieści. Ciężko jest oderwać się od lektury, zwłaszcza pod koniec: mnóstwo tajemnic, intrygująca fabuła i przyjemny w odbiorze styl autora - czego chcieć więcej?

Z całą historią mamy okazję zapoznać się z punktu widzenia głównej bohaterki. Ten zabieg sprawia, że czytelnikowi nie są obce myśli i odczucia Christine. Bez problemu można utożsamić się z pełną rozterek kobietą, którą targają sugestywnie przedstawione emocje.

Powyższy utwór miałam przyjemność poznać za pomocą audiobooka. Był to właściwie pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z tą formą książki. Przyznam, że początkowo nie byłam do końca przekonana do tego sposobu, jednak moje wątpliwości zostały szybko rozwiane. Nie musiałam rozstawać się z lekturą podczas jazdy zatłoczonym autobusem, dzięki czemu podróż stała się dużo przyjemniejsza. Z pewnością nie jest to ostatni raz, gdy nie czytam, a słucham literaturę.

Za „Zanim zasnę” dziękuję Platformie Audeo.

niedziela, 25 listopada 2012

Vaddey Ratner - "W cieniu drzewa banianu"



Krzyki, ból, głód i rozpacz. Skrajne wyczerpanie i brak nadziei na lepsze jutro. Wszystkie dni zlewają się w jedno, nie ma czasu na jakiekolwiek myśli - każda chwila to po prostu walka o przetrwanie, na którą jednak często brakuje już sił. Nie czas na rozpamiętywanie zmarłych bliskich czy tęsknotę za dawnym mieszkaniem. Teraz trzeba zrobić wszystko, by przysłużyć się rewolucji.

Dzieciństwo siedmioletniej księżniczki Raami gwałtownie dobiega końca, gdy do stolicy Kambodży dociera wojna domowa. Całe życie dziewczynki uległo niewyobrażalnej zmianie w przeciągu zaledwie kilku sekund, gdy żołnierze zapukali do drzwi jej domu. Młoda księżniczka musi pożegnać się z dostatkiem i swą tożsamością - jej pochodzenie przestało być zaletą; stało się kolejnym powodem, by zabić. I tak też, pewnego z pozoru zupełnie zwyczajnego dnia 1975 roku, rozpoczyna się kilkuletnie zmaganie z codziennością.
„Nocą nawet niebo snuje własną opowieść (...). Mrugająca gwiazda oznacza, że narodzi się dziecko, a spadająca, że ktoś umarł i przechodzi na tamten świat. Ale teraz nie ujrzałam żadnego znaku, który potwierdziłby to, co wiedziałam - zastrzelą mnie, bo jestem zagorzałą czytelniczką i miłośniczką książek.”
Narratorką historii jest Raami. Czytelnik obserwuje rewolucję oczami małej dziewczynki, jednocześnie widząc jej przemianę. Początkowo siedmiolatka jest beztroską, skorą do zabaw i psot osobą, jednak wraz z chwilą, gdy wojna domowa dociera również do jej drzwi, Raami szybko dorośleje, przestaje być dzieckiem, zmuszona do tego, by zachowywać się jak ktoś dużo starszy. Udaje się jej przetrwać koszmar rewolucji głównie za sprawą opowieści ojca i wspomnień, które kurczowo trzymały ją przy życiu.
„Nauczyłam się nie bać nocnych stworzeń. Zwierzęta są inne niż ludzie. Zostaw je w spokoju, a nie zrobią ci krzywdy. Ludzie owszem, nawet bez przyczyny. Zranią cię bronią, słowami, kłamstwami i złamanymi obietnicami, a także smutkiem.”
Vaddey Ratner jako pięcioletnia dziewczynka zaznała reżimu Czerwonych Khmerów. W 1981 roku wraz z matką znalazła schronienie w Stanach Zjednoczonych, gdzie udało jej się ułożyć życie na nowo - lecz bolesne wspomnienia pozostały. Jej debiutancka powieść zawiera wątki autobiograficzne i powstała w oparciu o losy jej rodziny.

Przyznaję, że przed lekturą powyższej książki niewiele słyszałam o wojnie domowej w Kambodży. Być może to właśnie dlatego „W cieniu drzewa banianu” tak bardzo mną wstrząsnęło: po prostu nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele musieli wycierpieć żyjący wtedy ludzie, jak wielu zginęło broniąc swych bliskich lub załamując się po naporem rewolucji. Trudno jest opisać terror i panujące tam warunki, a także fakt, jak wiele cierpienia może przysporzyć człowiekowi drugi człowiek.
„- Gdy kochasz kwiat - dodał, jakby chciał usprawiedliwić swoją przemianę - i on nagle znika, wszystko odchodzi wraz z nim. Żyłem, bo ona żyła. a teraz jej nie ma. Bez niej jestem niczym, księżniczko. Niczym.”
To opowieść, która łamie serce na pół, by potem skleić je na nowo. Pomimo ukazania bezgranicznej rozpaczy i okrucieństwa, daje również iskierkę wiary w to, że „zawsze gdzieś jest światło (...). Mrok tylko pogłębia jego blask”.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

niedziela, 11 listopada 2012

Stosik listopadowy

Ostatnio dopadł mnie mały zastój, jeżeli chodzi o pisanie recenzji. Mam nadzieję, że wszystko jak najszybciej powróci do normy, a tymczasem prezentuję Wam mały stosik z moimi ostatnimi nabytkami.


Niedawno obchodziłam urodziny, więc jest tu parę prezentów z tej okazji. :) Nie mogę się już doczekać, kiedy uda mi się znaleźć odrobinę więcej czasu na lekturę, ponieważ przede mną same interesujące tytuły - a przynajmniej takie odnoszę wrażenie.


piątek, 2 listopada 2012

Kelly Creagh - "Nevermore 2. Cienie"



A gdyby sny były bardziej rzeczywiste niż otaczający Cię świat?

Po wydarzeniach sprzed kilku miesięcy Isobel zmieniła się nie do poznania. Choć stara się udawać, że wciąż jest tą samą osobą, którą była przed pamiętnym Halloween, tak naprawdę jej myśli cały czas krążą wokół uwięzionego w krainie snów Varena. Izzy tęskni za chłopakiem, lecz nic nie wskazuje na to, by miał powrócić. Chyba, że dziewczyna weźmie sprawy w swoje ręce i postara się sprowadzić zaginionego z powrotem... Będzie to jednak trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, gdyż Isobel ma na to tylko jedną szansę: co roku 19 stycznia, między północą a rankiem, na cmentarzu w Baltimore zjawia się Reynolds, by złożyć róże na grobie Edgara Allana Poego. Tylko on zna odpowiedzi na nurtujące Izzy pytania. Okazuje się, że nie tylko ona przestała być sobą - Varen również nie jest już tym samym chłopakiem. Nastolatka kurczowo trzyma się nadziei na odnalezienie ukochanego, ale rzeczywistość okazuje się być różna od wyobrażeń. 
„- Nawet jeśli to wszystko jest snem - szepnął - to ja nim nie jestem.”
Debiut młodej pisarki Kelly Creagh absolutnie mnie zachwycił i sprawił, że oczekiwanie na drugi tom serii było istną udręką. „Cienie” to kontynuacja napisanej z rozmachem historii, w której prawda miesza się z fikcją, a kolejne wydarzenia wzbudzają dreszcze i zmuszają, by upewnić się, czy aby na pewno jesteśmy sami w pokoju.

Tym razem autorka jeszcze bardziej zaciera granicę między snami a rzeczywistością; coraz trudniej odróżnić, co dzieje się na jawie, a co - wręcz przeciwnie. Linia między zdrowym rozsądkiem a obłędem jest wręcz niezauważalna, a przekroczenie jej staje się dużo łatwiejsze, niż można by przypuszczać.

Kelly Creagh znacznie potęguje wrażenie grozy. Przyspieszone bicie serca, gorączkowe przekręcanie kartek i galopujące ku finałowi myśli: tego właśnie doświadczycie podczas lektury tej książki. Nie sposób pozostać obojętnym na kolejne zdarzenia, gdyż pisarka zdaje się testować wytrzymałość czytelnika, stosując coraz bardziej niekonwencjonalne rozwiązania.
„Spisując ich historie, dawał im życie. Piękny prezent, który wszakże okazał się też niebezpieczny.”
Znów zostałam oczarowana językiem, którym posługuje się pisarka. Bez wątpienia jest on łatwy i przyjemny w odbiorze, jednak zarazem tkwi w nim pewien ładunek emocjonalny, spod władania którego ciężko się uwolnić. Narracja bywa również nieco poetycka, co tylko dodaje utworowi swego rodzaju uroku i niepowtarzalności.

Nastrój panujący w powieści jest przede wszystkim klimatyczny. Przed główną bohaterką piętrzy się coraz więcej zagadek i tajemnic, które musi rozwikłać, by wydobyć ukochanego z pełnego złudzeń miejsca. Postaci ulegają zmianie, i nie mam tu na myśli tylko Isobel i Varena. Również inni pokazują swoją drugą twarz, której zupełnie byśmy się nie spodziewali. Komu zaufać, a od kogo lepiej trzymać się z daleka? Na to pytanie niełatwo znaleźć odpowiedź; granice między dobrem a złem coraz bardziej się zacierają, ukazując wszystko w zupełnie innych barwach.

„Nevermore” to oryginalny cykl, który wciąga już od pierwszej strony. Naprawdę nie sposób oderwać się od lektury - wierzcie, próbowałam. W mgnieniu oka dotarłam już do ostatniego zdania, czując ogromną pustkę i przemożne pragnienie ku temu, by od razu zabrać się za trzecią, ostatnią już część. Od kiedy opuściłam wykreowany przez autorkę świat, po głowie kołacze mi się tylko jedno pytanie: „Jak to wszystko się skończy?”. Kelly Creagh poprowadziła fabułę w najmniej z oczekiwanych kierunków, tworząc tym samym wstrząsające zakończenie.
„ - Wspomnienia - powiedział jakiś melodyjny głos za jej plecami. - To pajęczyny, w które łapie się umysł.”
Nie jestem w stanie opisać wszystkich moich uczuć dotyczących Cieni i sądzę, że jeszcze przez długi czas nie będę w stanie. To niesamowite, ile emocji wzbudziła we mnie ta opowieść. Ogromnie cieszę się, że miałam możliwość zapoznania się z tym dziełem. Kelly Creagh po raz kolejny pokazała, na co ją stać, pokonując moje najśmielsze wyobrażenia.

Nevermore:
Kruk | Cienie | ???

Za wizytę w zniewalającej rzeczywistości dziękuję Wydawnictwu Jaguar.

wtorek, 30 października 2012

Lisa Scottoline - "Spójrz mi w oczy"



Ellen Gleeson to zadowolona z życia kobieta. Ma cudownego adoptowanego synka i wspaniałą pracę. Pewnego dnia dzieje się coś, co wywraca cały jej świat do góry nogami. W skrzynce pocztowej Ellen znajduje ulotkę informującą o poszukiwaniach uprowadzonego przed laty chłopca. Kobieta prawdopodobnie nie zwróciłaby na broszurę większej uwagi, gdyby nie to, że ze zdjęcia patrzy na nią dziecko łudząco podobne do jej syna. Dziennikarska dociekliwość nie pozwala Ellen porzucić tej sprawy, co w efekcie prowadzi do wstrząsającego finału.
„Złe rzeczy są jak fale. Zawsze będą się nam przytrafiać i nikt nic na to nie poradzi. To część życia, tak samo jak fale są częścią oceanu. Jeśli stoisz na brzegu, nigdy nie wiesz, kiedy nadpłyną. Ale nadpłyną. Trzeba tylko pamiętać, żeby po każdej z nich wynurzać się z powrotem na powierzchnię, to wszystko.”
„Spójrz mi w oczy” to niezwykle emocjonalna powieść, wręcz grająca na uczuciach czytelnika. Autorka co i rusz odkrywa kolejne fakty, pomagające w rozwikłaniu zagadki, lecz na wiele spraw trudno jest wpaść przed główną bohaterką. Tej książki się nie czyta, ją się po prostu połyka. Akcja nieprzerwanie mknie do przodu, nie zwalniając ani na chwilę.

Sporym plusem całej historii jest jej nieprzewidywalność. Choć paru kwestii można domyślić się samemu, to i tak spora ich część pozostaje tajemnicą aż do ostatnich stron. Sprawiło to, że z niecierpliwością przewracałam kolejne strony, zachodząc w głowę, jakie zakończenie zaserwuje Lisa Scottoline.

Powód, dla którego postanowiłam zapoznać się z tym utworem, jest - przyznaję - dość banalny. Gdy po raz pierwszy spojrzałam na przyciągającego wzrok chłopca z okładki, wiedziałam, że zwyczajnie muszę tę książkę przeczytać. Dodatkowym atutem przemawiającym za daniem szansy tej powieści była rekomendacja Jodi Picoult i intrygujący opis. Cóż, według mnie to pozycja skazana na sukces.

Główna bohaterka wzbudziła we mnie sporo uczuć - z pewnym zdziwieniem przyznam, że tych pozytywnych. Rzadko się zdarza, by udało mi się polubić postać literacką niemalże w chwili, w której pojawia się na kartach danego utworu, ale w tym przypadku właśnie tak się stało. Ellen to postać silna, nieugięta, podążająca za głosem serca nawet wtedy, kiedy wszyscy twierdzą, że jest w błędzie. Podobało mi się to, że młoda dziennikarka potrafiła postawić wszystko na jedną kartę, by dokonać tego, na czym zależało jej najbardziej.
„Doświadczenie nauczyło ją, że milczenie to często pytanie, na które najtrudniej znaleźć odpowiedź.”
Powieść spod pióra Lisy Scottoline jest przemyślana i napisana przyjemnym w odbiorze językiem. To mieszanka gatunków, do których autorce udało się zgrabnie wpleść również drugoplanowy wątek miłosny. „Spójrz mi w oczy” idealnie trafiło w mój gust, fundując kilka godzin rozrywki i wiele emocji. Od tej pory będę bacznie rozglądać się za którąś z książek Scottoline, gdyż ma ona wszelkie podstawy do tego, by stać się jedną z moich ulubionych pisarek.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Spójrz mi w oczy jest również dostępne tutaj.

niedziela, 28 października 2012

Beth Revis - "W otchłani"



Mojego świata nic nie zmieni*

Otacza Cię przenikające do szpiku kości zimno. Nie możesz się ruszyć, choć bardzo tego chcesz. Każda sekunda wydaje się wiecznością. Porzuciłaś cały swój świat, by znaleźć się w tym oto miejscu, a rzeczywistość okazała się dużo bardziej przerażająca, niż mogłoby się wydawać. Próbujesz wołać o pomoc, ale z Twoich ust nie wydobywa się żaden dźwięk. Spędzasz wieczność w samotności, z niemym krzykiem jako jedynym towarzyszem.
„Chciałem cię tylko poznać. Nie wiedziałem, że zniszczę całe twoje życie.”
Amy i jej rodzice biorą udział w misji, mającej na celu przystosowanie nowej planety do warunków odpowiednich dla ludzi. Żeby tego dokonać, muszą - podobnie jak inne wytypowane do tego zadania osoby - ulec zamrożeniu na trzysta lat. Po tym czasie statek, nazwany „Błogosławionym”, powinien dotrzeć na „drugą Ziemię”. Amy, nie bez oporów, zgadza się, by udać się w tę odległą podróż. Dziewczyna musi zostawić swój dom, przyjaciół; całe dotychczasowe życie. Hibernacja jest dla nastolatki okropnym doświadczeniem, które Amy chce jak najszybciej mieć za sobą. Przebudzenie nadejdzie jednak szybciej, niż dziewczyna się spodziewa.
„I wtedy dotarła do mnie najważniejsza prawda o życiu na tym statku. Tu nie było dokąd uciec.”
„W otchłani” to debiut Beth Revis. Nieznana nikomu wcześniej autorka szturmem zdobyła rynek wydawniczy, a jej powieść błyskawicznie zdobyła status bestsellera „New York Timesa”. Kontynuacja książki również została entuzjastycznie przyjęta przez czytelników. Obecnie pisarka pracuje nad trzecią częścią serii.

Beth Revis stworzyła oryginalną, wielowątkową historię, łączącą w sobie elementy thrillera, kryminału i dystopii. Ponadto autorka dała popis swej wyobraźni, tworząc świat przemyślany w najdrobniejszych szczegółach. I tak mamy okazję wgłębić się w zasady funkcjonowania „Błogosławionego”, z każdą stroną odkrywając coraz to więcej i więcej. Bardzo cenię sobie, gdy w utworach dotyczących nieznanej odbiorcy rzeczywistości, pojawia się mnogość detali - i tak właśnie jest w przypadku „W otchłani”.

Pisarka dokładnie zajęła się kwestią sprawowania władzy na statku. I tak też na „Błogosławionym” znajduje się jeden Najstarszy, rządzący całą społecznością, i jego uczeń, Starszy. Muszą oni dbać o ludzi zamieszkujących statek i troszczyć się o samą maszynę. Najstarszy nie musi przed nikim odpowiadać, jest najważniejszą osobą na „Błogosławionym” i szybko staje się tyranem nadużywającym swego stanowiska.

Narracja prowadzona jest dwutorowo: raz z perspektywy Amy, raz z punktu widzenia Starszego. Ta dwójka bardzo się od siebie różni. Dzieli ich kilkaset lat, poza tym każde z nich ma inne spojrzenie na świat. Ten typ narracji doskonale się sprawdza, urozmaicając czytanie.
„Miałem ochotę przytulić ją z całych sił, ale wiedziałem, że ona pragnęła czegoś zgoła innego. Chciała być wolna, a ja chciałem uwięzić ją w swych ramionach.”
Początkowo akcja toczy się raczej powoli, jednak z każdą kolejną stroną tempo się zwiększa, nie pozwalając na odłożenie książki z rąk. Przyznam, że dla tej historii zarwałam noc, zatracając się w tym niezwykłym świecie pełnym tajemnic. Wraz z końcem lektury dołączyłam do grona osób oczarowanych debiutem Beth Revis. Jest to książka zdecydowanie warta uwagi.
„Gwiazdy, te prawdziwe, były najpiękniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek widziałem. Pozwoliły mi uwierzyć, że poza tym statkiem istnieje jakiś świat.”
*Fragment piosenki Across the universe (org. „Nothing's gonna change my world”) zespołu The Beatles.

Za czas spędzony w otchłani dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

W otchłani | Milion słońcCienie ziemi

sobota, 27 października 2012

Stosik październikowy

Wielkimi krokami zbliża się listopad, czas więc pochwalić się zdobyczami książkowymi z minionego miesiąca. :)


1. Elizabeth Chandler - "Pocałunek anioła", od Grupy Wydawniczej Publicat, recenzja
2. Maggie Stiefvater - "Niepokój", zakup własny
3. Charlotte Bronte - "Profesor", od wydawnictwa MG
4. Federico Moccia - "Mężczyzna, którego nie chciała pokochać", od wydawnictwa Muza, recenzja
5. Federico Moccia - "Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie", zakup własny
6. Beth Revis - "W otchłani", od Grupy Wydawniczej Publicat. Jestem w trakcie lektury i jak na razie odczucia pozytywne. :)


7. Colleen Houck - "Klątwa tygrysa. Wyprawa", od wydawnictwa Otwarte. Jak widać ta seria nie chce zostawić mnie w spokoju. ;)
8. Monika Gałgan - "Biała izba", od wydawnictwa Novae Res
9. Jagoda Wochlik - "Milczące słowa", j.w.
10. Małgorzata Napierajowa - "Jej mężczyźni", j.w.
11. Ewa Kopsik - "Uciec przed cieniem", j.w.
12. Zofia Borowska-Wyrwa - "Skaza", j.w.


13. Bree Despain - "Podarunek śmierci", zakup własny
14. Kelly Creagh - "Nevermore 2. Cienie", od wydawnictwa Jaguar. Nie mogę się już doczekać lektury.
15. Lucyna Olejniczak - "Jestem blisko", od wydawnictwa Prószyński i S-ka
16. Maria Ulatowska - "Kamienica przy Kruczej", j.w.
17. "John Lennon. Listy", j.w. Ogromnie się cieszę, że mam tę książkę i planuję zabrać się za nią jak najszybciej. :)

I jak mija Wam weekend? Mi przede wszystkim bardzo leniwie. ;) Dodatkowo humor poprawia wizja zbliżających się czterech wolnych dni. :)

I na koniec:

sobota, 20 października 2012

Federico Moccia - "Mężczyzna, którego nie chciała pokochać"




Była taka jak on. Była dryfującą duszą...

Sofia to niezwykle uzdolniona młoda pianistka, przed którą rysuje się wielka kariera. Mogłoby się wydawać, że nic nie stanie jej na drodze w osiągnięciu światowej sławy. Jednak pewnego dnia jej partner, Andrea, ulega wypadkowi. Kobieta obiecuje Bogu, że jeśli Andrea przeżyje, ona porzuci grę na fortepianie. Tak też się dzieje, jednak decyzja Sofii niesie za sobą konsekwencje, które zmienią ją na zawsze.

Tancredi to pozbawiony skrupułów, niezdolny do miłości młody mężczyzna. Za sprawą otrzymanego niegdyś spadku i dobrych inwestycji, szybko stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Jest zdolny do wszystkiego, byle tylko osiągnąć swój cel i dostać to, czego pragnie. Nie znosi widoku cudzej radości i bez większych wyrzutów sumienia niszczy związki innych. Doskonale kontroluje swoje uczucia - do czasu, kiedy poznaje Sofię.
„Chyba nużyło cię szczęście. Kiedy znowu go zasmakujesz, będziesz potrafiła je docenić.”
Spotykają się zupełnie przypadkiem. I choć pozornie dzieli ich wszystko, tak naprawdę są do siebie bardziej podobni, niż można by przypuszczać. To nagłe spotkanie będzie początkiem końca: jedno wydarzenie pociąga za sobą kolejne, prowadząc do zaskakującego finału.

„Mężczyzna, którego nie chciała pokochać” to moje trzecie spotkanie ze znanym włoskim pisarzem. Federico Moccia po raz kolejny zabiera czytelnika w niezapomnianą podróż do serca Włoch: podróż pełną emocji, muzyki i trudnych wyborów.

Swego rodzaju tło całej historii stanowią retrospekcje dotyczące siostry Tancrediego, Claudine. Autor stopniowo odkrywa fakty z jej życia, równolegle do wydarzeń, które mają miejsce we współczesności. Kolejne fragmenty układanki zaczynają dopasowywać się do siebie; coraz więcej spraw zaczyna nabierać sensu.

Federico Moccia znów absolutnie mnie zachwycił. W jego opowieściach kryje się pewna magia, lecz równocześnie autor nie unika niekonwencjonalnych rozwiązań, wielokrotnie odchodząc tym samym od typowych happy endów. Wykreowani przez niego bohaterowie są wyraziści, a wszelkie opisy niezwykle sugestywne.
„Ileż to razy wyobrażenie o czymś pozwala nam marzyć, mami możliwością zrealizowania wszystkich pragnień. Ale potem rzeczywistość okazuje się kompletnie inna. Życie jest pełne marzeń, które się nie spełniają.”
Utwór ten wzbudził we mnie masę uczuć. Dodatkowo błyskawicznie nabrał dla mnie drugiego, dość osobistego znaczenia, przez co włoski autor przypomniał mi, za co go cenię. Nie mogę też nie wspomnieć o wspaniałej, przyciągającej spojrzenie okładce. To książka, którą z czystym sumieniem mogę polecić osobom poszukującym klimatycznej historii z intrygującym wątkiem miłosnym. To idealna pozycja na jesienne wieczory, która nie pozwala na pozostanie obojętnym.

Za emocjonującą podróż do Włoch dziękuję Wydawnictwu Muza.

Książka jest również dostępna tutaj.

sobota, 13 października 2012

Elizabeth Chandler - "Pocałunek anioła"



Krzyczysz ze strachu i mocno łapiesz się fotela. Coraz bardziej panikujesz i modlisz się, by było już po wszystkim. Słyszysz czyjś głos, ale nie rozróżniasz słów. Chwilę później przednia szyba pęka; szkło jest wszędzie. Zapada ciemność.
„Kiedy się kogoś kocha, to nigdy nie jest skończone. (...) Żyje się dalej, bo tak trzeba, ale nosi się tę osobę w sercu.”
Ivy to ładna, lubiana i uzdolniona muzycznie dziewczyna. Na pierwszy rzut oka można by odnieść wrażenie, że wiedzie szczęśliwe życie, lecz na pozornie idealnej powierzchni znajduje się wiele rys. Nowa szkoła, nowy dom, nowa rodzina... Wkrótce pojawia się również chłopak, który przysparza nastolatkę o szybsze bicie serca. Radosne chwile nie trwają jednak długo: Tristan ginie w wypadku samochodowym, zostawiając Ivy całkiem samą - a przynajmniej tak mogłoby się wydawać.

Cała historia rozpoczyna się w punkcie kulminacyjnym, wciskając czytelnika w fotel. Później następuje okazja, by zapoznać się z retrospekcjami, wyjaśniającymi początkową sytuację. Elizabeth Chandler od razu rzuca odbiorcę w wir wydarzeń, by potem stopniowo odsłaniać kolejne karty.

„Pocałunek anioła” otwiera czterotomowy cykl traktujący o tytułowych skrzydlatych istotach, życiu pozagrobowym i poświęceniu. Dzięki niemu autorka zdobyła niemałą popularność i uznanie. Czy Elizabeth Chandler udało się wymyślić coś nowego, czy też może posłużyła się utartymi schematami?

Z pewnością do zalet utworu należy kreacja bohaterów, a szczególnie jednego z nich - Gregory'ego, na dobrą sprawę złożonego z samych sprzeczności. Niemal od razu obdarzyłam go sympatią. Pozytywne uczucia wzbudzili we mnie również Ivy i Tristan. Każda z postaci ma swoją własną osobowość, podobnie jak przewijający się w tle bohaterowie: Suzanne, Beth czy Eric. 

Autorka stworzyła oryginalną historię z całkiem zgrabnym wątkiem romantycznym. Nie zabrakło również odrobiny humoru, dzięki któremu całość stała się przyjemniejsza w odbiorze. 

Nie jest to jednak pozycja idealna i posiada wady - jak niemal wszystko. Tą najbardziej rzucającą się w oczy jest to, że poza pierwszymi stronami akcja „Pocałunku anioła” toczy się spokojnie i, jak na mój gust, nieco za wolno. Trudno nie odnieść też wrażenia, że ten tom to jedynie wstęp do czegoś większego. Szkoda tylko, że dopiero na ostatnich kartkach fabuła się zagęszcza.

Mimo kilku minusów powyższą powieść odebrałam pozytywnie. Oczekiwałam lekkiej, niezobowiązującej lektury, która na parę godzin oderwie mnie od szarej rzeczywistości i właśnie to otrzymałam. Nie jest to arcydzieło literatury młodzieżowej, jednak sądzę, że przypadnie do gustu zarówno miłośnikom gatunku, jak i osobom poszukującym relaksu.

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Pocałunek anioła | Potęga miłości | Bratnie dusze | Wieczna tęsknota

Pocałunek anioła jest dostępny również tutaj.

piątek, 12 października 2012

Elizabeth Gaskell - "Cranford"



Cranford to prowincjonalne miasteczko położone w Anglii, zamieszkiwane w głównej mierze przez wdowy i stare panny, spędzające większość czasu na grze w karty. Kobiety przykładają dużą wagę do różnego rodzaju konwenansów czy pozycji społecznych. Starają się uchodzić za przedstawicielki wyższej klasy, kierując się wymyślnymi regułami i obyczajami.

Utwór ten jest niezwykle klimatyczny. Schyłek dziewiętnastego wieku i niewielkie miasto, w którym wieczorami opowiada się historie przy świetle świec. Za sprawą lekkiego pióra Elizabeth Gaskell po raz kolejny miałam okazję na parę godzin przenieść się w czasie do ukochanej epoki.
„Śmierć jest tak samo prawdziwa i powszechna, jak bieda, a przecież ludzie nigdy nie rozmawiają o niej na ulicy pełnym głosem, bo słowo to nie jest przeznaczone dla subtelnych uszu.”
Ciężko mi sprecyzować, do jakiego gatunku literackiego tak naprawdę należy powyższa książka. Nie jest to powieść, lecz także nie sposób nazwać „Cranford” zbiorem opowiadań. Na historię niemłodych już bohaterek składają się liczne anegdoty z ich życia, niejednokrotnie snobistyczne zachowania i wiele niedorzecznych zwyczajów.

To moje drugie spotkanie z Gaskell i po raz kolejny zostałam całkowicie oczarowana. Autorka umiejętnie opisuje życie w prowincjonalnym mieście, sylwetki postaci są dopracowane, a wszystko to okraszone zostało szczyptą humoru. Nie raz i nie dwa uśmiechnęłam się pod czas lektury, czytając o wielokrotnie absurdalnych zachowaniach bohaterek.

Pozycja ta to swego rodzaju wycinek z życia kilku kobiet, jednak jest w sposobie narracji coś, co wręcz nie pozwala odłożyć tej książki na półkę. Przez ten krótki czas zdążyłam już zżyć się z postaciami wykreowanymi przez pisarkę. Każda z nich posiada jakieś drobne dziwactwa czy absurdalne obyczaje, a jednocześnie wszystkie bohaterki diametralnie się od siebie różnią. Codzienność przedstawiona jest w tak barwny sposób, że myślami wciąż jeszcze znajduję się w niepozornym Cranford.

Utwór ten z pewnością przypadnie do gustu nie tylko osobom lubującym w historiach, których akcja toczy się w XIX wieku. Elizabeth Gaskell po raz kolejny udowodniła, że proza jej autorstwa jest ponadczasowa i wciąż jeszcze potrafi zauroczyć nie jednego czytelnika.

Za książkę serdecznie dziękuję pani Katarzynie oraz wydawnictwu Poligraf.

Cranford jest dostępne również tutaj.

***

Korzystając z okazji chciałabym ogłosić parę informacji. :)


Zakręty losu to trzytomowa saga, która opowiada o zbyt szybkim dorastaniu, szukaniu własnej drogi, wielkich zagrożeniach oraz jeszcze większych miłościach. Dwaj bracia, Krzysztof, i o dziesięć lat starszy Łukasz, stają oko w oko z mafią, własnymi demonami z przeszłości, a także kobietami, które odcisną na nich nierozerwalne piętno. Pełna emocji, zapierająca dech w piersi lektura.
Premiera trylogii już wkrótce. :)

Zapraszam również do udziału w konkursie:
Więcej szczegółów tutaj: klik.

I na zakończenie:


niedziela, 7 października 2012

Joanna M. Chmielewska - "Sukienka z mgieł"



Weronikę wychowały koty. Zajęci pracą, wciąż zabiegani rodzice-lekarze nie mieli czasu dla córki, która - by zwrócić ich uwagę - szukała coraz to wymyślniejszych sposobów, by zachorować. W związku z tym dziewczynka spędziła życie w otoczeniu mruczących zwierząt, którym zawsze mogła się zwierzyć lub po prostu przytulić. Weronika była dzieckiem niezwykłym: rozmawiała z roślinami i miała przeczucia, dzięki którym wiedziała, co się wydarzy w niedalekiej przyszłości. W swej samotności dziewczynka pielęgnowała jedno marzenie: nade wszystko chciała otworzyć własną kawiarnię. I po wielu latach udało się jej to marzenie spełnić...
„Czasami na przykład odpowiadała na pytanie, zanim rozmówca zdążył je zadać, i nie widziała w tym nic nadzwyczajnego, bo skoro wiedziała, o co chce ją zapytać, to po prostu odpowiadała i już.”
Piwnica pod Liliowym Kapeluszem - bo tak nazywa się ziszczenie snów Weroniki - to miejsce niesamowite. Przychodzą tu różnorodni klienci, często niewiele mający wspólnego ze znajdującymi się w menu pozycjami. Wielu z nich skrywa jakiś sekret, bądź też coś, co nie pozwala im normalnie funkcjonować. I, o dziwo, większość z nich w tej wyjątkowej kawiarni znajduje lekarstwo na swe smutki.

„Sukienka z mgieł” zachwyciła mnie już od samego początku. Lekki styl autorki i intrygująca bohaterka sprawiły, że gdy zaczęłam lekturę, ani myślałam o odłożeniu książki na półkę. Nie mogę nie wspomnieć też o kotach - uwielbiam te zwierzęta, dlatego też czytanie stało się jeszcze przyjemniejsze.

Na utwór ten składają się odmienne od siebie historie, zgrabnie tworzące jedną całość. W Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem pojawia się cała plejada postaci, a każda z nich jest jedyna w swoim rodzaju. Anastazja-Kryśka, ukrywająca siniaki długimi rękawami swetra, Małomówny ukrywający się za swoim laptopem, nie radzący sobie z matematyką Andrzejek... Losy bohaterów splatają się ze sobą, tworząc niezwykły kolaż.

Naprawdę nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałam z lekturą tej powieści. Jakoś nigdy nie mogłam znaleźć dla niej czasu, zapału... W końcu jednak postanowiłam się przemóc i dać tej niepozornej książce o delikatnej okładce szansę. I zanim się spostrzegłam, przekręcałam już ostatnią stronę.

W „Sukience w mgieł” jest coś magnetycznego. Niby nie ma tu pędzącej do przodu akcji, jednak i tak nie sposób się od tej historii oderwać. Połykałam kolejne zdania, chcąc dowiedzieć się, co też stanie się z moimi ulubionymi bohaterami. A jak wiadomo, los lubi płatać figle i podsuwać niespodziewane rozwiązania.

Kto zrobił na mnie największe wrażenie? Nie ukrywam, że Anastazja. Cicha, zahukana kobieta miała odwagę, by stopniowo przeobrazić się w silną, gotową do zmian osobę, spełniającą swoje marzenia. Jej przemiana była zaskakująca, a doprowadziły do niej przypadkowo wypowiedziane słowa oraz ulotka, która ni z tego, ni z owego wpadła w ręce kobiety.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Joanny M. Chmielewskiej i przyznaję, że autorka po prostu mnie oczarowała. „Sukienka z mgieł” to ciepła, pełna optymizmu opowieść, która - ku mojemu zdumieniu - naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. Ta pozycja to jedna z lepszych książek, które miałam okazję przeczytać w ostatnim czasie. Na pewno zapoznam się z poprzednią powieścią spod pióra Joanny M. Chmielewskiej, i z niecierpliwością czekam na kolejny utwór tej autorki.

Za kilka godzin wytchnienia w Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem serdecznie dziękuję wydawnictwu MG.

Książka jest dostępna tutaj.

piątek, 5 października 2012

Diane Chamberlain - "Tajemnica Noelle"



„Przygotowywała się do tej nocy od długiego czasu. Gdy nie pozostało już nic do zrobienia, wyszła na ganek, popatrzeć na księżyc (...) nacieszyć światem oczy i uszy. Po raz ostatni...”
Noelle, Tara i Emerson to najlepsze przyjaciółki od czasów studiów. Dwie ostatnie założyły rodziny, ustatkowały się - w przeciwieństwie do Noelle, wiodącej samotne, choć, wydawać by się mogło, szczęśliwe życie położnej. Gdy w wypadku samochodowym ginie mąż Tary, Sam, wszystko wymyka się spod kontroli. Krótko potem Noelle popełnia samobójstwo - jak szybko się okazuje, dokładnie zaplanowane. Przyjaciółki kobiety są w szoku. Nie mają pojęcia, co mogło popchnąć ich koleżankę do takiego czynu. Może coś przeoczyły? Czyżby nie zwracały uwagi na sygnały poprzedzające drastyczny krok? Wkrótce okazuje się, że Noelle wiodła niemal podwójne życie, o którym nikt nie wiedział. Pojawiają się kolejne tajemnice, a Tara i Em uświadamiają sobie, że tak naprawdę wcale nie znały długoletniej przyjaciółki.

Diane Chamberlain porusza dużo różnorodnych wątków: godzenie się ze stratą, relacje między matką a córką, błędów z przeszłości, adopcji... Mnogość tematów sprawia, że szersze grono odbiorców znajdzie w książce coś dla siebie, lecz równocześnie kilka z nich zostało nagle urwanych lub niewyjaśnionych.

Jak wiele jest w stanie udźwignąć zwyczajny człowiek? Gdzie znajdują się granice przebaczenia? Między innymi na takie pytania próbują odpowiedzieć Tara i Emerson, szukając prawdy na temat Noelle. Im bardziej kobiety zgłębiały się w przeszłość zmarłej przyjaciółki, tym większe odnosiłam wrażenie, że ta na dobrą sprawę wniosła w ich egzystencje głównie cierpienie. Dopuściła się wielu czynów, których przyjaciółka po prostu nie powinna robić. Postać wzbudziła jedynie moją niechęć; nie potrafiłam obdarzyć jej sympatią.

Przed lekturą „Tajemnicy Noelle” nastawiałam się głównie na odkrywanie tajemnic, skomplikowane wątki i wstrząsające zakończenie. Czy to otrzymałam? Niezupełnie. Choć autorka zdecydowanie zadbała o pojawianie się kolejnych sekretów, stopniowo odkrywanych przez bohaterki, to pozostałych elementów mi zabrakło. Całą intrygę można naprawdę szybko rozwiązać, na długo przed Tarą i Em. W związku z tym ostatnie strony utworu nie wniosły ze sobą zaskoczenia, a tylko możliwość utwierdzenia się w swoich przypuszczeniach.

Kolejny element, który nie do końca przypadł mi do gustu, to relacje między postaciami. Najsłabszą z nich jest więź pomiędzy matkami a córkami. Podczas lektury miałam wrażenie, że czytam o czymś zupełnie niewiarygodnym. Relacje innych bohaterów bynajmniej nie zachwycają, jednak z pewnością są bardziej dopracowane.

Powieść tę czyta się płynnie i naprawdę przyjemnie. Autorka pisze przystępnym, lekkim językiem. Pomysł na całą historię jest moim zdaniem bardzo udany, lecz potencjał nie został do końca wykorzystany. Mimo wszystko ciężko było mi się oderwać od opowieści, dzięki której miło spędziłam czas.

Nie ukrywam, że nieco zawiodłam się na tej pozycji. Jest to pierwsza książka spod pióra Diane Chamberlain i przyznaję, że oczekiwałam od niej czegoś więcej. Pomimo tego chętnie zapoznam się z innymi utworami tej autorki. „Tajemnica Noelle” nie jest powieścią wartej szczególnej uwagi, jednak jeżeli ktoś szuka wciągającej, niewymagającej lektury, powinien dać jej szansę.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Prószyński i S-ka.

Tajemnica Noelle jest dostępna tutaj.

Etykiety

Agatha Christie (1) Aisling Juanjuan Shen (1) Akademia Mitu (1) Akademia Wampirów (2) Akcent (1) Akurat (1) Albatros (2) Alexander Gordon Smith (1) Ally Condie (1) Alyson Noel (2) Amanda Hocking (1) Amazonka (1) Amber (12) Amie Kaufman (1) Amy Kathleen Ryan (1) Amy Meredith (1) Andy Weir (1) anime (1) Anja Snellman (1) Anne Bishop (1) Anne Cassidy (2) antyutopia (8) ArsMachina (2) Asia Bibi (1) Audeo (1) Bellona (1) Beth Revis (3) biografia (1) Bree Despain (3) Brodi Ashton (1) Bukowy Las (10) Bullet Books (1) C. R. Zafón (1) C. S. Lewis (1) C. W. Gortner (2) Carol Rifka Brunt (1) Carrie Ryan (1) Cassandra Clare (4) Celine Kiernan (3) Charlaine Harris (2) Charlee Fam (1) Charlotte Bronte (1) Chemiczne Światy (1) Christina Baker Kline (1) Claire North (1) Colleen Hoover (1) Colleen Houck (2) Cora Carmack (1) Córki Księżyca (1) Czarna owca (3) Czwarta strona (1) czytnik (1) Danielle L Jensen (1) Dary Anioła (2) Denise Kiernan (1) Diabelskie Maszyny (2) Diane Chamberlain (2) Dobrani (1) Dolnośląskie (14) Dorota Katende (1) Dreams (2) dystopia (1) Dziewczyny nie płaczą (1) e-book (1) E. Lockhart (1) Egmont (5) egzemplarz recenzencki (70) ekranizacja (2) Elizabeth Chandler (1) Elizabeth Gaskell (2) Emily Giffin (1) Emmy Laybourne (1) Erica Spindler (1) erotyczna (2) Esprit (4) Eve Silver (1) Fabryka słów (7) fantastyka (37) Federico Moccia (1) Feeria (2) film (3) Foka (1) Galeria Książki (5) Gra (1) GWF (4) GWP (1) Hakan Nesser (1) Hanna Cygler (1) Herkules Poirot (1) historyczne (3) horror (2) Initium (1) inne (22) Isabell Pfeiffer (1) J. K. Rowling (1) Jaguar (18) Jakub Ćwiek (1) Jana Frey (1) Janet Evanovich (3) Jennifer Clement (1) Jennifer E. Smith (1) Jennifer Estep (1) Jennifer Niven (1) Jenny Downham (1) Jessica Brody (1) Jo Nesbø (1) Joanna M. Chmielewska (2) Jodi Picoult (5) Joelle Charbonneau (1) John Green (1) John Lennon (1) John Marsden (4) Josephine Angelini (1) Julie Cross (1) Julie Kagawa (1) Jutro (4) Karol Lewandowski (1) Karolina Wilczyńska (1) karty (1) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (1) Katja Millay (1) Kelly Creagh (2) Kendare Blake (1) Kerstin Gier (3) Kevin Wilson (1) Kiera Cass (4) Kindle (1) Klątwa tygrysa (2) Kody Keplinger (1) konkurs (2) Królestwa Nashiry (1) kryminał (6) Książnica (2) L. A. Weatherly (1) Las Zębów i Rąk (1) Lauren Barnholdt (1) Lauren DeStefano (1) Lauren Kate (1) Lauren Oliver (4) Legenda (1) Libba Bray (2) Licia Troisi (1) Lisa Renee Jones (2) Lisa Scottoline (1) literatura faktu (3) literatura polska (24) literatura zagraniczna (216) Lois Lowry (1) losowanie (1) Lubimy Czytać (1) Lucy Ferriss (1) Lynne Ewing (1) Mag (7) Maggie Stiefvater (1) Mak Verlag (1) Mała Kurka (2) Mara Dyer (2) Mari Jungstedt (1) Marianne Curley (1) Marie Lu (1) Marie Rutkoski (1) Marissa Meyer (1) Mark Blake (1) Marquez (1) Marta Stefaniak (1) Matras (4) Mats Strandberg (1) Max Brooks (1) Meagan Spooner (1) Media Rodzina (1) Megan Whalen Turner (2) Melinda Salisbury (1) Melissa de la Cruz (1) MG (6) Michael Grant (1) Michelle Corasanti (1) Michelle Hodkin (2) Mira (5) młodzieżowe (10) Monument 14 (1) Moondrive (3) Morgan Matson (1) Muza (5) muzyka (1) Na Kanapie (1) Nalini Singh (2) Naomi Novik (1) Nasza Księgarnia (7) Nevermore (2) new adult (1) Nicholas Sparks (2) Nieśmiertelni (1) Niezgodna (1) Niezwyciężona (1) Nina Reichter (1) non fiction (1) Novae Res (9) nowości i zapowiedzi (1) obyczajowe (23) Olga Rudnicka (1) Orphan black (1) Oscar Wilde (1) Otwarte (16) Papierowy Księżyc (2) Papierowy Motyl (1) Paradoks (2) Pascal (2) Penguin (1) Piąta fala (1) po angielsku (1) podsumowanie (24) Poligraf (1) poradnik (2) postapokaliptyczna (4) Promic (1) Prószyński i S-ka (32) przygodowe (1) Publicat (13) PWN (1) Querida poleca (1) Rachel Ward (1) Rainbow Rowell (1) Rebecca Donovan (1) Rebis (5) rekomendacje (1) Remi (1) Replika (2) Richelle Mead (3) Rick Riordan (1) Rick Yancey (1) Robin Bridges (1) Saga księżycowa (1) Samanta Shannon (1) Sandra Gulland (1) Sara B. Elfgren (1) Sara Grant (1) Sara Shepard (1) Sarah J. Maas (1) Sarah J. Mass (1) Sarah Waters (1) science fiction (2) serial (2) Simon & Schuster (1) Solomon Northup (1) Sonia Draga (1) Sophie Hannah (1) SQN (4) Stentor (2) Stephanie Perkins (1) Stephen Chbosky (1) Stephen King (2) stosik (37) Strażnicy Veridianu (1) Studio Astropsychologii (1) survival (1) Szklany tron (2) Sztukateria (14) Świat książki (4) tag (2) Tahereh Mafi (1) Tammara Webber (2) Tania książka (1) Telbit (1) The Beatles (1) thriller (1) Tricia Rayburn (1) Trylogia czasu (3) Trylogia Moorehawke (3) Upadli (1) Uroboros (3) Veronica Roth (3) W. A. B. (1) W.A.B (1) Weltbild (1) Wilga (3) Włóczykijka (5) Woblink (2) Wydawnictwo Literackie (1) wymianka (1) wyzwanie (1) YA! (4) young adult (13) Young adults (4) Yrsa Sigurdardottir (1) z bibliotecznej półki (8) z własnej półki (79) zapowiedzi (8) Zielona sowa (3) Znak (7) zombie (1) Zysk i S-ka (2) Żelazny Dwór (1)